|
Tekst jest oryginalnym dziełem. Prawa autorskie i majątkowe zastrzeżone. Wszelkie publikacje jedynie po konsultacjach z autorem. rad_zubr@yahoo.com www.radoslawzubrycki.com .www.blackwhitearchitecture.com
autor: Radoslaw Zubrycki – architekt, poeta, pisarz
[ Tekst opublikowany bez korekty edytorskiej ]
‘ 5 esejów o przyszłości ‘
Przez miliony lat, miliardy dni, wszystko na ziemi wyglądało tak samo. Każdego ranka słońce wzbijało się ponad horyzont, a każdego wieczora chowało się za niego. Każdy wieczór pozostawiał ziemię taką jaką była przedtem – naturalną; jeżeli cos ginęło, ginęło w wyniku procesów całego ekosystemu, jeżeli cos powstawało, powstawało również dzięki naturze. Taki stan, stan pewnego rodzaju stałych wartości nie zmieniał się przez całe praktycznie życie naszej planety. Ale zmienił się.. przez ostatnie 200/300 lat. W skali miliardów lat jakie istnieje nasz planeta, te 200/300 lat jest niczym, jest niezauważalną chwilą, pyłem w czasie. Jednak w skali życia pojedynczego człowieka 200/300 lat jest wszystkim co może nas interesować; wszystkim co mamy,.. aby żyć. Czas jest wymierny i nie da się go w żaden sposób zmierzyć. Oczywiście możemy mierzyć równomierny upływ czasu w trakcie naszego życia, jednak nie jesteśmy w stanie go w żaden sposób zwartościować. To co dla jednej kultury zaistniało w ciągu dwóch tysięcy lat, dla innej zdarzy się w ciągu trzech pokoleń. To co dla pojedynczego człowieka może być całą wiedzą jaką posiada, dla innego może być zaledwie wiadomościami jakie posiadł we wczesnym dzieciństwie. Jednakże przy jednoczesnej nieokreśloności, czas jest wartością, która ma szczególne znaczenie dla ludzi. Czas prowadzi nasze jednostkowe życia w jednym kierunku – do unicestwienia, niezależnie czy jest to dziesięć, sto czy dwieście lat. Każda jednostka, podobnie jak każda kultura, każde plemię, a także każde społeczeństwo spotka ten sam los – koniec. Ten moment jest najpewniejszy w całej naturze, pewniejszy niż cała nasza wiedza, oparta przede wszystkim na obserwacji. Mając więc świadomość, widząc nieuchronny koniec wszystkiego co jest na tym swiecie, musimy zmierzyć się z myslą, że również my przejdziemy kiedys do historii… prędzej niż później.
Przez dziesięć tysięcy lat, jakie są okresem swiadomego i nieustannego rozwoju ludzi na swiecie rozwinęła się bliżej nieokreslona liczba kultur , społeczeństw i plemion. Jedne powstawały szybko, wręcz spontanicznie, w wyniku wojen i migracji ludności, inne wzrastały przez całe stulecia. Wszystkie jednak, te o których wiemy, jak również te, które są jedynie w naszej wyobraźni, jak choćby Atlantydzi (ludzie z Atlantydy), dochodzili do miejsca, które można by było nazwać punktem zwrotnym. Wszystkie wielkie kultury, po pewnym czasie, krótszym lub dłuższym, docierały do momentu, gdzie celem jednostki stawał się rozwój, gdzie ludzie rozumieli, że rozwój całej kultury to rozwój pojedynczych jednostek. Taki stan, dotyczy zarówno niewielkich plemion w amazońskiej puszczy, jak również potężnej greckiej czy egipskiej kultury. Rozwój każdego z takich mikroświatów był praktycznie taki sam; zaczynał się tak samo i kończył w podobny sposób. Bezsprzeczna jest natomiast jedna rzecz: w okresie szczytowym każdej kultury, na piedestale statusu społecznego stają ludzie mający wiedze. To oni, ludzie wykształceni, ludzie dążący do samopoprawy, samokształcenia, rozwoju dostają społeczne przyzwolenie, na prowadzenie rozwoju całej kultury: filozofowie, kapłani, naukowcy, artyści(twórcy). Każda droga rozwoju, w każdej poszczególnej kulturze wygląda praktycznie tak samo, od plemienia wyjątkowo mężnych wojowników, do megamiast, pełnych wieżowców, świątyni i naukowców. Od myśliwych do megalomanów. Człowiek jako istota potrafiąca się uczyć, istota więcej niż rozumna, bardzo wczesnie musiał dokonać odkrycia, że ważniejsze od posiadania mięsni, jest posiadanie wiedzy, ponieważ wiedza, pozwala kontrolować miesnie, nie tyle swoje, ale przede wszystkim innych ludzi. I to co stało się w kulturze zachodu, w naszej kulturze przez ostatnie 300 lat, jest najlepszym tego przykładem. Rewolucja przemysłowa odkryła przed nami tajemnice o jakich ludzkości nie mogło snić się wczesniej. Wiedza zdobyła prawo istnienia i prawo rządzenia. I wiedza zaczęła konstytuować władzę, siła stała się jedynie wynikiem wiedzy, a polityka nieustannie dąży do odkrywania prawd i nie ujawniania ich przed społeczeństwem. Dzieje się tak w imię kontroli.
To co jest najpiękniejsze w człowieku to zdolność rozwoju, ten niepohamowany apetyt na stawanie się coraz bardziej doskonałym. Nie ma znaczenia czy rozmawiamy o plemieniu Indian, żyjących w górach, czy o gronie naukowców wykładających na Oxfordzie. W każdym z tych środowisk, istnieje tak samo żywa rywalizacja pomiędzy poszczególnym osobnikami, i w każdym z tych środowisk znajdzie się w pewnym momencie istota znacznie przewyższająca wiedzą(nie koniecznie wiedzą) i zdolnościami pozostałych - geniusz. I poza faktem, że musiało się tak dziać na ziemi od zawsze, od powstania najprymitywniejszej bakterii, które zawsze dążyły do rozwoju, wymiany i przetwarzania informacji, czas był zawsze ograniczeniem jakiego nie było w stanie przebrnąć nic co jest na tej planecie. Nawet nasza planeta, ten globalny organizm który, jak się okazuje jest tak wrażliwy, na nas samych, ma swoje ograniczenia czasowe. Powstał wraz z powstaniem najbliższej nam gwiazdy, i wraz z jej końcem, skończy się, stając się w perspektywie przyszłych miliardów lat, jedynie wysuszoną, ciemną masą, tkwiącą nieruchomo daleko od centrum galaktyki, daleko od centrum wszechświata, daleko od wszystkiego, cokolwiek to znaczy.
Kultura zachodu jest szczególną kulturą, szczególnym społeczeństwem. Jej szczególny charakter to zdolność adaptacji. Nie jesteśmy jedynie ludźmi, którzy żyją na planecie ziemia, przeżywając swoje dni w ciągłym dążeniu do szczęścia. Historia naszej kultury wyrasta na ciągłych zmianach, korektach, dopasowywaniu się do wciąż zmieniających się warunków. Może z perspektywy czasu, z perspektywy porównań z innymi cywilizacji wyglądalibyśmy podobnie. Jest jednak niewielka różnica odróżniająca nas od tych pozostałych o których wiemy. Jest to prosty fakt: my jeszcze istniejemy, a ich już nie ma. Ostatnie kilkanaście pokoleń życia ludzi, to nieustanne przemyślenia na temat tego kim jestemy na tle historii, oraz dokąd dążymy jako cywilizacja. Koniec wieku XIX i początek XX-go były czasami, kiedy zwykło się mówić, że jako ludzie osiągnęliśmy już wszystko, że jesteśmy na szczycie nauki, sztuki i wiary. Kilkadziesiąt kolejnych lat, zburzyło ten mit, burząc jednoczesnie wszystkie wartości jakie miał kiedykolwiek człowiek. Następnie II wojna swiatowa, a potem użycie bomby atomowej pokazały nam jak niewiele, jak bardzo niewiele mamy w sobie rzeczy, które przetrwają zniszczenia ( nie zniszczenia fizyczne, zniszczenia naszych kruchych umysłów). Wojna pokazała nam jako globalnemu społeczeństwu, że nie tylko nie różnimy się od zwierząt, ale, że my jestesmy od nich gorsi; jesteśmy okrutni. Przy okazji tego odkrycia, dojrzelismy do stwierdzenia, że wiedza będzie się cały czas pogłębiać, że rozwój, rozpoczęty wraz z wynalezieniem maszyn, nie jest procesem mającym naturalny koniec. Proces rozwoju, proces ulepszania nauki będzie trwał zawsze, bo jak się okazało najmniejsze odkryte przez nasz cząstki elementarne, mają jeszcze mniejsze z których same się składają, a to pozwala sądzić, że tamte też prawdopodobnie mają swój budulec. A kiedy odkryjemy w końcu te najmniejsze, tak małe, że nie będzie można ani ich zobaczyć ani obliczyć, ktos i tak z pewnością zada sobie pytanie, ‘ z czego zbudowane są owe cząstki? ‘ i znajdą się inni, gotowi rzucić wszystko i spróbować pomóc temu człowiekowi w odpowiedzi na to pytanie; i w ten sposób proces pogłębiania wiedzy nie zakończy się nigdy. Ostatnie pięćdziesiąt lat upłynęło nam pod hasłem zdobywania wiedzy. Wiedza stała się podstawą naszego bytu na ziemi, stała się celem i narzędziem walki. To dzięki wiedzy stoimy na przededniu nowej wojny, i to dzięki wiedzy, dzień tej wojny jest wciąż odkładany. Nauka w swoim własnym wnętrzu walczy między ideami, między tymi którzy są zdeterminowani, aby z badań uczynić niekwestionowaną świętość, a tymi, którzy boją się odkrywać prawdy ponieważ ich odkrycia doprowadzą do cierpienia ludzi. I w tym szale, w tej ślepej, ale systematycznej pogoni za wiedzą, nie ma nikogo, ani jednego człowieka, który był by w stanie dać jasną odpowiedź na pytanie ‘ co dalej’. W tym tłumie rozwrzeszczanych bożków z których każdy jest mniej lub bardziej swięty, nie ma głosów krytyki, głosów ograniczenia, krzywych spojrzeń; wszyscy ludzie, tak samo na całym swiecie pragną rozwoju bardziej niż własnego szczęścia; gotowi są poswięcić wszystko co mają, w imię lepszego jutra,.. jutra, którego nie ma.
Tylu ludzi przede mną zastanawiało się nad przyszłością naszej planety; tylu filozofów, naukowców, mieszkańców codziennosci, a nawet delegatów rządów swiatowych mocarstw. Na temat przyszłości i tego co nas czeka powstało prawdopodobnie więcej opracowań, esejów czy rozprawek niż moglibyśmy sobie wyobrazić, może więcej niż na temat miłosci. Przecież ludzie zastanawiają się nad przyszłoscią nie od dzisiaj. Przemyślenia na ten temat rozwijają się równolegle do rozwoju nauki, będąc z jednej strony wyznacznikami jej dalszego postępu, a z drugiej strony krzywym zwierciadłem codzienności i wszystkich jej wypaczeń. Odkrycie, zbudowanie silnika parowego pociągnęło za sobą lawinę wydarzeń, której prawie bezposrednim efektem jest współczesny mikroprocesor. Ale przecież nikt żyjący w epoce rewolucji przemysłowej nie mógł marzyć o takiej własnie drodze rozwoju, nikt nie mógł sobie wyobrazić komputera jakotakiego, bo nie miałby pojęcia, do czego takowy mógłby służyć. A jednak o ile przewidzenie takiej akurat scieżki rozwoju było niemożliwe, o tyle opracowanie swiata, którego podstawową siłą, będzie para wodna, było snem wielu wizjonerów. Czy mogli podejrzewać, że opracowanie technologii wykorzystania elektryczności jako siły, zamieni tak uporządkowany, jak się zdawało już wtedy, swiat? Czy wizjonerzy swiata parowego, mogli przewidzieć, że para zginie w zapomnieniu, a wraz z nią ich wizje parowej przyszłości? Jaka więc będzie przyszłość naszego swiata, przyszłość ludzi wychowanych na mikroprocesorach, swiecie jakże inwazyjnej i niedoskonałej medycyny, swiecie spalin i elektryczności, choć wiemy już dzisiaj, że można inaczej? Jaka będzie scieżka naszego rozwoju, scieżka ludzkości, z których tak wiele jest możliwych? Czy wykorzystamy naszą obecną wiedzę, aby doprowadzić ziemię do stanu zdolnego utrzymać nas wszystkich przy życiu, nie niszcząc jej doszczętnie, czy może pojawi się inna, nowa, nieznana dotąd siła i to ona będzie motorem nowej rewolucji, przede dniem nowego, innego, swiata? A może zniszczenie swiata, nie jest jego zniszczeniem, a jedynie adaptacją, a głosy tz ’ekologów’ to głosy szaleńców blokujących szybszy postęp? Czy można to wszystko przewidzieć na podstawie jedynie znajmosci historii i praw rządzących codziennością? Czy można przewidzieć przyszłość patrząc na przeszłość i na historię naszych ojców? A może zastanawianie się nad tym nie ma sensu, podobnie jak tworzenie nierealnych wizji architektonicznych, superwysokich wieżowców, baz kosmicznych oplatających marsa, pojazdów międzygalaktycznych? Może te wizje są zaslepione niewiedzą i nie prowadzą do przyszłości, a jedynie do martwego rozwijania współczesności, podobnie jak wizje parowych wizjonerów? Może…
Zadawanie pytań to umiejętność stawiania odpowiedzi, gdzie ważniejsze od odpowiedzi, są same pytania. To pytania dają nam szanse wyrwania się z codzienności, to pytania wskazują scieżki podążań naukowcom i to pytania rodzą kolejne pytania. Odpowiedzi się dewaluują; mają jedynie chwilową, choć unikalną wartość, są na równi z codziennością; są ale za chwile ich nie ma. Najcenniejszym dorobkiem ludzkości jest umiejętność zadawania pytań. Zadałem sobie więc dzisiaj jedno: ‘ Jak będzie wyglądać przyszłość naszej cywilizacji? ‘.
Nauka:
Jeżeli matematyka jest językiem przyrody, to człowiek musi być stworzony własnie po to, aby ten język rozumieć. Nie ma nic tak pewnego i tak ponadczasowego w naszej kulturze jak własnie matematyka. Od czasów Pitagorasa, jego uczniów, a także tych co byli przed nimi, ludzkość włada językiem matematyki niczym potężnym narzędziem wyznaczającym los wielkich budowli, wielkość kontynentów, czy trajektorie planet i gwiazd. Ten język tak prosty, co niezrozumiały dla zwykłego człowieka stał się kanonem naszej nauki, jest podstawą każdego twierdzenia o prawach rządzących tym, a także każdym innym swiatem, każdym określonym zasadami jakie znamy. Na szczęscie, a może niestety, jedynie niektórzy z nas są władni, aby tym językiem móc posługiwać się właściwie. Bez tych geniuszy, bez tych umysłów szukających nowych dróg naszego powstania, wzory opisujące swiat są jedynie ciągami znaków, które nie mają znaczenia. Co stanie się dalej w nauce? Czy uda nam się odkryć w końcu uniwersalne prawo stworzenia, którego do tej pory nie odkryliśmy? Czy w końcu znajdziemy matematyczny obraz Boga, namacalny dowód jego istnienia? Czy fizyka, dziecko matematyki, wyjaśni nam, jak powstał kosmos?… a przede wszystkim, dlaczego powstał?
Od czasów drugiej wojny swiatowej można zauważyć, że postęp technologiczny, postęp wiedzy, jest nierównomierny do zmian ewolucyjnych w samym człowieku. Odkrycie praw rządzących naszym widzialnym swiatem, odkrycie wszelkich długości i szerokości jakimi można go opisać, pociągnęło za sobą falę nowych spojrzeń, odkryć wtórnych. Mając narzędzie potrzebne do zrozumienia podstawowych procesów wszechswiata, uzyskaliśmy możliwosć ponownego przebadania naszej dotychczasowej wiedzy, pod kątem jej prawdziwości. Jest chyba tak samo wiele prawd, które dzięki temu zostały obalone, co teorii które były uważane za smieszne, a okazały się prawdą. Od lat pięćdziesiątych dokonał się szalony postęp w rozwoju wiedzy, w sposobie przetwarzania tej wiedzy, ale również w jakości przekazywania zgromadzonych informacji kolejnym pokoleniom. Za tym postępem, nie poszły jednak żadne praktyczne zmiany w budowie czy funkcjonowaniu naszego ciała, naszej infrastruktury do przetwarzania informacji. Bo, jak bardzo zmieniła się pojemność mózgu pojedynczego człowieka? Czy aż tak bardzo, że jest on w stanie pojąc teorie, głoszone przez Einsteina? Czy zwykły, człowiek wie co tak naprawdę oznacza słynne E-mc2, i jak bardzo ma to wpływ na swiat w którym żyjemy? Nie sądzę, podobnie jak nie sądzę, żeby zwykły człowiek potrzebował to wiedzieć, przynamniej w obecnym środowisku którego jest częscią. Nie mogę się również zgodzić z tym, że wykładniczy rozwój wiedzy doprowadzi do wykładniczego rozwoju swiata; na pewno nie w obecnym kształcie cywilizacji. Już przecież, teraz obserwujemy proces, który można byłoby nazwać segregacją ludzi. Ludzie dzielą się na tych, którzy przezywają swoje życia biernie i tych, którzy pragną się rozwijać ( w najszerszym pojęciu tego słowa). Naturalnie tak było zawsze, ale nie możemy zapominać, że różnica w poziomie wiedzy, nigdy nie była aż tak dramatyczna. O ile w średniowieczu cała tamtejszą wiedze można było streścić w kilkudziesięciu papierowych woluminach, o tyle dzisiaj do zrobienia czegos takiego wymagane jest przynajmniej kilkadziesiąt gigabajtów na elektronicznych nosnikach. Jaki człowiek jest w stanie przyjąć taką ilość wiedzy? A w średniowieczu, mógł to przyjąć praktycznie każdy. Przeczytanie kilkudziesięciu książek, mogło zając rok, dwa, trzy wraz z nauką czytania i pisania. Dzisiaj aby zapoznać się z całą wiedzą jaką posiadamy, nauką podstaw liczenia, podstaw rozumowania, potrzebujemy jedną czwartą długości naszego życia. Najpierw uczymy się w przedszkolach, potem szkołach podstawowych, liceach, potem idziemy na studia; kończymy w wieku 25-26 lat. W szczególnych przypadkach jak lekarze, architekci, prawnicy, uczymy się praktyki, rutyny zawodu, przez kolejne kilka lat. Kiedy mamy trzydzieści lat ( połowę jakościowo dobrego życia), jesteśmy wykształceni. Jesteśmy gotowym produktem,… niestety czasów minionych. W czasie kiedy my spędzaliśmy czas w szkołach na nauce podstaw nauki, naukowcy sięgnęli już krok dalej, odkryli wzory nieznane w czasach naszego kształcenia, znaleźli nie znalezione wczesniej odpowiedzi, zadali sobie nowe pytania. Nawet codzienność zmieniła się nie do poznania w stosunku do tego co pamiętamy z naszej młodości. Kim więc my jesteśmy? Kim jeżeli nic z tego co wiemy, nie pasuje do tego co widzimy na ulicach? Jeżeli podążać za tempem postępu określonym ilością gromadzonej wiedzy za dziesięć lat, żaden pojedynczy człowiek nie będzie w stanie w ciągu swojego życia opanować wiedzy posiadanej przez ludzkość. I nie będzie tu ograniczeniem pojemność naszego mózgu. Najprostszym ograniczeniem będzie czas. To czas wyznaczy nam granice naszej percepcji, a nie percepcja ograniczona zostanie przez fizyczne bariery. Niemożność zdobycia odpowiedniej ilości wiedzy będzie wynikać, nie z nieprzysfajalnosci wiedzy, ale braku czasu do jej przyswojenia. Dlaczego? Ponieważ wiedzy będzie tak dużo…zbyt dużo. Co zrobi nauka przyszłości? Jak poradzi sobie z faktem, że ludzie nie mają czasu nauczyć się wszystkiego? Czy dojdzie do sytuacji, że będą przedszkola dla matematyków, fizyków, lekarzy, architektów? Przecież to będzie jedyny sposób, aby młodzi ludzie, jak najszybciej zaczęli koncentrować się jedynie na rzeczach potrzebnych w ich zawodowym życiu. Kiedy to nastąpi zyskamy dla nauki pojedynczego człowieka dodatkowe dziesięć, może piętnaście lat. To wystarczy, na kolejne sto lat życia cywilizacji. Co jednak stanie się później? Przecież nie będziemy mogli uczyć ludzi szybciej, niż Ci się są w stanie nauczyć. Nie rodzą się przecież sami geniusze? Lecz co, jeżeli będziemy rodzić geniuszy na życzenie? Może to jest tańsze i dużo efektywniejsze rozwiązanie, niż próby nauczenia, wszystkich wszystkiego? Może model jednego geniusza wymyślającego pierwowzory rozwiązań i dwudziestu zwykłych ludzi rozwiązujących za niego wszystkie pozostałe problemy, to jest model przyszłej nauki? Lecz co, z faktem, że nawet geniusze mają swoje ograniczenia? Co jeżeli poziom wiedzy, jej nagromadzenie i nasączenie informacjami będzie tak wielkie, że nie będziemy w stanie ani się sami tego nauczyć, ani stworzyć żadnej superjednostki zdolnej do podjęcia tego wyzwania? Co jeśli nasza wiedza zablokuje nas samych, doprowadzi do sytuacji, że nie będzie na swiecie nikogo rozumiejącego nasz swiat? Czy wtedy zdamy się w końcu na sztuczną super inteligencję, maszynę? Czy jesteśmy w stanie stworzyć hybrydę człowieka i maszyny, gdzie człowiek będzie procesorem, a maszyna dostarczy możliowsci? Może będzie to odpowiedź na potrzeby nauki, w której geniusz jest jedynie człowiekiem współczesnym, a jego geniusz może lsnić jedynie w tłumie tych, którzy myslą przeszłością? Taki stan to codzienność przyszłości. Im szybszy będzie skok technologiczny, im większy poziom wiedzy, tym mniejsza będzie możliwość zrozumienia nauki przez ludzi. Naukowcy zamkną się w laboratoriach, dużo bardziej ubranżowionych niż obecnie. Takie przedsiębiorstwa zaczną zajmować się coraz mniejszymi fragmentami wiedzy. Nauczanie rozdzieli się na dwa podtypy, z jednej strony zostanie ukierunkowane na uplastycznianie mózgu, a z drugiej strony będzie procesem kształtowania w jednej wąskiej dziedzinie od najmłodszych lat. Ludzie wykształceni na sposób pierwszy będą zatrudniani we wszystkich sektorach gospodarki; brak konkretnego kierunku wykształcenia będzie tym cenniejszy im szybciej będą następowały zmiany w technologii. Najcenniejsi na rynku, będą ci, którym możliwości będą pozwalały na swobodne zmiany w profesji, jakakolwiek ona by nie była. Ludzie natomiast kształceni na sposób drugi będą wysoko wykwalifikowanymi specjalistami w swoich bardzo wąskich specjalnościach: mechanicy kwantowi, fizycy inżynierowie, lekarze genetycy. Wszyscy oni, dzięki zaprogramowaniu ich genomów specjalnie na potrzeby pewnych zdolności będą unikalnym towarem rynkowym. Proces ich kształcenia również będzie unikalny. Będzie rozpoczynał się coraz wczesniej, wraz z postępem cywilizacji, dochodząc prawdopodobnie do sytuacji kuriozalnej (z dzisiejszego punktu widzenia), że dzieci zaczną być kształcone już w łonach matki. I już tam, wraz z pokarmem stymulującym ich rozwój zaczną otrzymywać wiadomości kształtujące ich przyszłe zdolności? Niemożliwe?? I kiedy już stworzymy owych geniuszy, tytanów wiedzy? Co oni dla nas odkryją? Jakie prawa znajdą na ziemi lub w kosmosie, mogące zmieniać nasze życia? Czy są jeszcze takie prawa? Czy są one na tym swiecie?
Niewątpliwie nastąpi kiedys moment, prawdopodobnie całkiem szybko, że ludzkość odkryje zupełnie nowy poziom wiedzy, nowe prawo fizyczne, uniwersalny wzór na wszechświat, pełne prawo grawitacji. To odkrycie, związane przypuszczalnie z osobowością jakiegos geniusza, stanie się wydarzeniem nie tyle naukowym co medialnym. Lecz przede wszystkim owo odkrycie zmieni nasze postrzeganie swiata. Nasza obecna wiedza, jest w przede dniu rewaloryzacji. Wartości i skale jakimi się posługujemy zostały stworzone w XIX wieku. Ulubionym założeniem ówczesnych badaczy były stwierdzenia, że wszystko jest w jakis sposób skończone, ograniczone. Dzisiaj, zaledwie kilka pokoleń potem, wiemy, że coraz mnie wartości jakie znamy we wszechświecie posiada skończone wartosci. Wręcz przeciwnie, wszystko co odkrywamy na nowo, co poprawiamy po XIX wiecznych badaczach, uswiadamia nam, że siły poruszające kosmosem, są większe i bardziej wieczne niż nam się zdaje. Nie mają skali ani ograniczeń, które wynikają z niepełnych, bądź niepewnych obliczeń. Siły wszechświata coraz bardziej zaczynają się nam jawić jako wartości otwarte, nieskończone. Kolejne odkrycia jedynie to potwierdzą i rozwiną. Okaże się, że czasoprzestrzeń nie ma granic jakotakich, że nie jest linią, ani powierzchnią ani tym bardziej przestrzenią, może okazać się, że czasoprzestrzeń jest jedynie zewnętrzną powłoką wielowymiarowej struktury zbudowanej z sił, powłoki zbudowanej z materii, niczym skóra obciągnięta na jednym z nieskończonych wszechswiatów. Lub, może się okazać, że nie ma przestrzeni jako takiej, a jej wrażenie jest zbudowane przez zupełnie nieznane jeszcze, zewnętrzne siły, jak w łupinie orzecha włożonego do pieca. W przyszłości i to dużo wczesniej niż nam się zdaje, musi nastąpić podział nauki na naukę klasyczną, tę, której korzenie będą sięgały korzeni ludzkości jakie znamy, i tę, która zacznie się rodzić wraz z poznaniem sił rządzących wszechswiatem. Może okazać się, ze nowe siły różnią się diametralnie, od tych które znamy na ziemi, a co zatem idzie nasza wiedza, tak pielęgnowana przez lata, może okazać się bezużyteczna. Na bazie nowych odkryć powstaną kanony postępowania, podobnie jak to miało miejsce przy początkach elektryczności. Zapanowanie nad siłami, których źródła nie będziemy znali, wyprowadzi naukowców na zupełnie nowe tory rozumowania, scieżki nowych, może absurdalnych (z dzisiejszego punktu widzenia) możliwości. Może okaże się w końcu, ze odległości miedzy galaktykami nie są tak wielkie, żeby nie dało się ich pokonać. W końcu Kolumb, mimo, że był przekonany, o okrągłym kształcie ziemi, musiał czekać wiele lat, aby zdobyć fundusze na udowodnienie tego. Może więc wszechswiat, nie jest tak nieprzemierzony, jak go rozumiemy dzisiaj, obserwując go jedynie przez teleskopy i badając za pomocą odcieni jasnosci.
Oczywiście odkrycie fizycznych praw i wzorów nie będzie jedynym osiągnięciem nauki. Przypuszczalnie w tym samym czasie zostanie odkryta lub zawładnięta zupełnie nowa forma pozyskiwania energii, nowe paliwo. Może będzie to miało związek z rozwojem fizyki teoretycznej, a może to własnie ono przyczyni się do rozwoju tej pierwszej. W moim przekonaniu nową siłą jaką odnajdziemy wokół siebie będzie cos z pogranicza silnych oddziaływań magnetyczno-grawitacyjnych. Opanujemy technologię, nieporównywalnie silniejszą niż energia atomowa, ale prostszą w pozyskiwaniu i bezpieczniejszą. Nowa technologia pozwoli nam stworzyć nowe materiały, nowe jakości tworzyw, a to, pozwoli pomyśleć o zasiedlaniu miejsc, do tej pory niedostępnych dla człowieka. Człowiek przecież jako organizm przystosowany jest do przeżywania zmian. Jeżeli więc pojawią się nowe możliwości, pojawia się też ludzie pragnący z nich skorzystać. I o ile w większości naszych ułożonych zachodnich społeczeństw możliwości zmian sposobu życia są niechętnie przyjmowane, to przecież nasze organizmy potrzebują zmian aby żyć. Brak zmian to dla nas koniec życia.
Za zmianami w nauce pojawią się również zmiany w społecznym ładzie i w pozycji naukowców. Ludzie nauki, badacze, prekursorzy rozwoju bardziej niż kiedykolwiek staną na czele swiata. Nauka zmieni się w wiarę, ponieważ to będzie jedyny sposób dla ludzi na jej zrozumienie. Nauka stanie na równi z religią. Zwykli ludzie, nie mający szans na zrozumienie swiata rozwiniętej matematyki czy fizyki staną się tłumem wiernych wokół świątyń wiedzy. Już nie będziemy szanować naukowców, zaczniemy ich czcić, bardziej niż starożytnych kapłanów. Ich możliwości, ich wiedza oraz poswięcenie będzie motorem naszego postępu. Bez nich, ludzkość nie będzie mogła się rozwijać, a cel naszego życia – rozwój, nie będzie mógł zostać osiągnięty. Wyniesiemy więc ich na trony, damy władzę, możliwości i przyzwolenie działania. Wszystko w imię postępu.
Technologia:
W miejscu gdzie nauka styka się z codziennością jest dziedzina życia zwana technologią. Jest to szerokie pojęcie zawierające w sobie praktycznie cały przemysł budujący urządzenia na potrzeby człowieka. Ale nie tylko. Technologia to również sposoby pozyskiwania surowców, metody przetwarzania energii i informacji, metody zarządzania jakością. W obecnym momencie technologia stała się nieodłącznym towarzyszem naszej cywilizacji. Nie znaczy to bynajmniej, że nie jestesmy w stanie bez niej żyć lub funkcjonować jako ludzie, (to jeszcze nie teraz), ale nasza cywilizacja, nasza codzienność pozbawiona technologii, nie miała by szansy przetrwania. O ile ludzie wiedzą co mają robić, ponieważ posiadają ogólne informacje, o tyle większość informacji szczegółowych na których codziennie pracujemy zgromadzona jest na różnej formie nosników. Bez tych nosników, ale także bez infrastruktury pozwalającej nam się porozumiewać na odległość, nie jesteśmy w stanie wykonywać swoich prac. A, że większość tych prac wiąże się własnie z przetwarzaniem informacji, bez zaplecza technologicznego cywilizacja musiała by stanąć, a w efekcie upaść. Całkiem nie dawno, bo przecież zaledwie kilkadziesiąt lat temu rozpoczął się proces, który trwa do dzisiaj, wzmacniając coraz bardziej swoje działania. Jest to proces filtrowania nauki przez przemysł i wybierania z niego tych odkryć, które mogą być wartościowe dla codzienności. O ile pięćdziesiąt, sześćdziesiąt lat temu, proces ten był w pewien sposób nieswiadomy, lub opierał się na niesprecyzowanych danych, o tyle dzisiaj, potrzeba, a zatem popyt jest scisle określony, obliczony i przewidywany. Nie ma zresztą w tym nic złego, ani tym bardziej nienormalnego, że rozwój pociąga za sobą rozwój. Pytanie jest jednak takie, ‘w którym kierunku to pójdzie?’. Przecież mija dopiero około kilkudziesięciu lat, kiedy technologia, zamiast filtrować całą dostępną naukę, zaczęła ją po prostu sponsorować. Nie tak znowu dawno pewne działy technologii zaczęły być zainteresowane tym, aby nowo kształceni specjaliści pracowali tylko dla nich, aby nauka nie była ślepym procesem, pełnym niewiadomych, ale żeby stała się zunifikowanym procesem produkcji specjalistów. Już dzisiaj wiemy z całą pewnością, ze nie ma sensu kształcić tysięcy ludzi w ogólnym kierunku., Dużo lepiej kształcić jest bardzo wysegregowane grupy ludzi, do bardzo wysegregowanych zadań, którzy nie tylko nie będą potrzebowali czasu, aby się wdrożyć, ale będą w stanie w bardzo krótkim czasie opracować prototypy nowych technologii, na bazach istniejących (poznanych wczesniej). Czy zatem może w przyszłości dojsć do sytuacji odwrotnej niż ma miejsce dzisiaj, a mianowicie, że najlepsze uniwersytety będą we władaniu przemysłów technologicznych, we władaniu korpuracji?., że najlepsi specjaliści będą kształceni od najmłodszych lat w zamkniętych, firmowych laboratoriach? I ich życie wcale nie będzie ani mniej ani bardziej klaustrofobiczne niż jest dzisiaj. Będą tak samo, albo jeszcze lepiej traktowani, niż na publicznych uniwersytetach, będą mieli swoje przywileje, wartości, kodeksy moralne. I wszystko w imię tego, aby rozwijali pewną, jedną technologię, a nie pracowali nad wszystkim. Naturalnie ten proces, o ile znajdzie się dobry pierwowzór rozszczepi się bardzo szybko na całym swiecie, i zakładając, że zostanie zdany egzamin praktyczny, model taki może przynieść dużo więcej korzyści, niż model obecny. Oczywiście spowoduje to możliwość powstania tylu samo nadużyć co jest obecnie, ale to jest zupełnie innym tematem. To co wydaje mi się największą hipokryzją współczesności, choć mogę się tutaj poważnie mylić, to silne dążenie ku naturalnym źródłom pozyskiwania energii. O ile zrozumienie procesów ocieplania klimatu związanego z działalnością człowieka jest dobre, o tyle wydaje się, że przyszłość pod znakiem domów z wiatrakami na dachach jest przyszłością wątpliwą. Nie chodzi tutaj w żadnym wypadku o brak wiary w ludzkie możliwości, ale raczej o praktyczność masowych rozwiązań. Naturalne źródła energii, o ile nie pozostawiające zanieczyszczeń (jakotakich, bo przecież elektrownie wodne również zmieniają ekosystemy), są po pierwsze nieprzewidywalne, a po drugie brakuje im ciągłości. Tak samo wiatr, woda i energia słoneczna są bardzo wrażliwe na wszelkie zmiany pogody i wiązanie tak wielkiej globalnej cywilizacji z tak nieprzewidywalnym źródłami, byłoby w moim przekonaniu błędem. Pisałem już, że prawdopodobnie odkryjemy zupełnie nowe źródło pozyskiwania energii, dużo bardzie efektywne niż paliwa kopalne oraz energia jądrowa. Owo źródło, przejmie według mnie ciężar zaopatrzenia ziemi w energię, ale także oczyszczenia klimatu, ponieważ uważam, że będzie pozbawione zamieszczeń chemicznych lub biologicznych. Aby udowodnić, że tak własnie będzie (lub bardzo podobnie) i że najprawdopodobniej nie zginiemy spaleni słońcem, na oceanie roztopionej Antarktydy, niech będzie to co się stało na przełomie XIX i XX wieku. Wtedy to własnie ludzkość stanęła w obliczu wizji niedalekiej śmierci z zaczadzenia. Rewolucja przemysłowa rozwinęła maszynę parową, a ta stała się podstawą niezliczonej ilość fabryk, te z kolei zaczerpnęły ciepło z jedynego znanego wtedy źródła, z węgla. Swiat, a zwłaszcza miasta pogrążyły się w ciemnosci spalin z pieców, tak fabrycznych, jak również z domów mieszkalnych. Jednakże zaledwie kilkanaście lat później, para została zastąpiona przez prąd i wizja czarnej śmierci odeszła praktycznie z dnia na dzień. Oczywiście to duże uproszczenie, ale niech będzie ono jednak przykładem tego, że ludzkość, a zwłaszcza cywilizacja zachodu ma niebywałą siłę unikania katastrof – samokorekty. I tak korekta już następuje. W przyszłości nikt nie będzie pamiętał o efekcie cieplarnianym, ponieważ on zniknie, minie, podobnie jak znikało wiele innych zagrożeń wytwarzanych przez ludzi, o których dzisiaj już nie pamiętamy. O ile zauważenie problemu to przejaw troski i sensowny podstawa pod zmiany, o tyle poważne zmiany nie mogą nastąpić na bazie technologii jakie mammy dzisiaj. Ludzkość nie zrezygnuje z tanich spalin z ropy naftowej dopóki ta ropa będzie dostępna. To mżonki twierdzić, że przemysł produkcji maszyn zmieni źródło swojego zaopatrzenia. Jedną alternatywą będzie w tym przypadku odkrycie zupełnie nowego źródła energii, które będzie tak konkurencyjne, że w bardzo krótkim czasie rozwinie zupełnie nową technologię. To dopiero może spowodować upadek lub zmianę w swiatwych koncernach. Bez odkrycia nowego źródła energii, innego niż znamy dotychczas, na swiecie nie zajdą żadne poważne zmiany przeciwdziałające takiej czy innej katastrofie.
Ale przyszłość technologii to przede wszystkim narodziny nowych dziedziń, takich które dzisiaj nie istnieją. Ich narodziny to rozwój nauki, poznanie nowych materiałów. Jednakże w perspektywie ludzkość stworzy robotykę genetycznną. Będzie to zupełnie nowa dziedzina w naszej cywilizacji. W ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat nasza wiedza szalenie się pogłębi. Chodzi o wiedze z zakresu medycyny, chemii oraz nanoelektroniki. Te trzy dziedziny wiedzy zejdą się w postaci jednego projektu, który będzie można określić mianem hybrydy – robotyki genetycznej – nauki o połączeniu człowieka i maszyny. To co mam na mysli, nie jest jednak koszmarem z wizji Kubrica czy filmu Robocop. To co mam na mysli, to rozwinięcie pomysłów, które już dzisiaj z powodzeniem służą człowiekowi: bajpasy serca, implanty słuchowe, stymulatory mózgu po ciężkich obrażeniach. Są to współczesne nam przykłady procesu hybrydyzacji człowieka. I nie jest to w żadnym wypadku proces negatywny. Jest wręcz przeciwnie. Nastąpi opanowanie medycyny i nanotechnologii w takim stopniu, że tworzenie lub modyfikowanie pewnych organizmów nie będzie stanowiło problemu. Wtedy to otworzy przed nami swiat ulepszania nas samych – czegos co robimy dzisiaj tak nieudacznie, stosując choćby operacje plastyczne. Wyobraźmy sobie, że człowiek jako organizm przygotowany jest na zmiany, na potężne zmiany w samym sobie. Nasze mózgi najlepiej pracują, kiedy są pod presją nowych bodźców. Nic przecież nie jest dla człowieka tak zabójcze jak rutyna. Kiedy człowieka pozbawi się bodźców zewnętrznych, mózg przestaje pracować. Najlepszym więc stanem dla stymulacji pracy mózgu, jest stan kiedy człowieka poddaje się niezliczonej ilości bodźców. Ten stan to przeciwieństwo rutyny. I własnie przeciw tej rutynie wystąpi nauka. Specjaliści stworzą dla nas fabryki hybrydyzacji, stworzą lub otworzą możliwości ingerencji w zdolności jakie mamy, ale jakich nie możemy uzyskać bo jesteśmy zbyt leniwi. Z jednej strony pojawią się możliwości ingerowania w nasze ciało, w jego strukturę. Pojawi się medycyna rekonstrukcji tkanek w miejsce dzisiejszej, medycyny skalpela. Diagnostyka przejmie całość dzisiejszej medycyny inwazyjnej. Lekarze ograniczą się do opracowywania specyfików pozwalających na odnowę naszych organizmów, lub ich częsci. Pojawi się nowa jakość życia związana z jego długością. Nasze ciała posiadają zdolność regeneracji tkanek, i o ile ta zdolnosć jest w pewien sposób skończona, o tyle nikt nie wie, jak długo, tak naprawdę mogłoby trwać nasze życie. Z drugiej jednak strony pojawi się cos zupełnie nowego. Pojawi się technologia ekstrakcji - poprawy naszych ciał. Pojawią się technologie wzbogacające naturę, wykorzystujące jest wrodzone możliwości, możliwości które mamy dzisiaj, lecz których nie wykorzystujemy ponieważ nie wiemy jak. Dzięki temu, będzie w końcu możliwe wykorzystanie prawdziwych mocy obliczeniowych naszych mózgów, prawdziwej wielkości obszaru naszej pamięci, prawdziwej inteligencji. Nasze zdolności myslenia, dzięki urządzeniom –wspomagaczom, zwiększą się niewspółmiernie do dzisiejszych. To otworzy możliwości działania i tworzenia na zupełnie nowych obszarach – nowych, i jednoczesnie diametralnie innych niż dotychczas. Może telepatia nie jest tak daleka w poznaniu, jak może nam się wydawać. Może fale mózgowe przekazują dużo więcej informacji, niż nam się wydaje, a my jedynie nie wiemy jak je odczytać… Ale nasz umysł to nie wszystko. Pojawią się urządzenia zwiększające wydolność naszych serc, naszych mięsni; urządzenia pozwalające człowiekowi na wysiłek nie wyobrażalny dzisiaj, ale jednoczesnie osiągalny dzięki stymulacji naszych ciał. Dzisiejsza segregacja zawodów wynikająca ze specjalizacji pogłębi się jeszcze bardziej w przyszłosci, tworząc ze specjalistów superspecjalistow, ze sportowców, supersportowców, z geniuszy supergeniuszy. Ludzkość zmieni oblicze możliwości pojedynczych jednostek, w imię postępu i lepszego jutra, i nic nie będzie w stanie przerwać tego procesu, tak jak nic nie jest dzisiaj w stanie oderwać ludzi od operacji plastycznych, tak wciąż jeszcze prymitywnych i drastycznych.
Zupełnie innym obszarem rozwijającym się niezależnie od działań w zakresie mechaniki ciał jest swiatowa siec komputerów – maszyn. Dzisiaj jest to wciąż twór prymitywny, wręcz archaiczny, po pierwsze dlatego, że zbudowany się z niejednorodnej tkanki. Miejscami złożony z superkomputerów, miejscami ze starych maszyn liczących, poza tym same połączenia w postaci milionów kilometrów kabli czy nawet światłowodów, nie są w stanie przekazać wszystkich informacji przekazywanych przez ludzkość. W przyszłości aby siec stała się naprawdę efektywna – maksymalnie wydajna i możliwa do opanowania, kable i komputery będą musiały zniknąć. To nie mrzonki, ale jedynie czysta praktyka. W chwili kiedy opanujemy technologię implikacji sztucznych urządzeń w nasze ciała, otworzą się dla globalnej sieci zupełnie nowe możliwości. Człowiek stanie się odbiornikiem sieci, tak jak dzisiaj jest to komputer osobisty. To umysł człowieka w połączeniu z urządzeniami pozwalającymi na odbieranie i przesyłanie informacji, będzie jednostką w sieci, dlaczego? z kilku prostych powodów. Ludzie w przyszłości będą mieli za mało czasu, na kontakt z maszynami. Przemieszczenie się z miejsca na miejsce, wykonywanie pracy, dużo bardziej ograniczające nasz czas wolny niż dzisiaj, relax, również na podwyższonym poziomie, który będzie musiał temu towarzyszyć będą kolejną codziennością. W natłoku wyspecjalizowanych i kontrolowanych zajęć, człowiek straci czas na kontakt z maszynami, tylko w celu korzystania z sieci. Własnie dlatego globalna sieć, kiedy w końcu powstanie musi się maksymalnie zbliżyć do człowieka, musi być efektywna, spełniać role źródła informacji, dostępnego źródła. Może jest to przyszłość za dwieście, trzysta lat, ale nie mniej jednak jest to przyszłość praktyczna, wymuszona przez codzienność, ale o wiele ciekawsza niż ta obecna. Hybrydyzacja ludzi i maszyn nie jest w żaden sposób wizją swiata dowodzonego przez maszyny. Ludzie po prostu posiądą wiedzę zwiększania swoich zdolności i wykorzystają ją, podobnie jak dzisiaj wykorzystują urządzenia gospodarstwa domowego, jak wykorzystują telefonie bezprzewodową, jak wykorzystują pojazdy do poruszania się. Może okazać, się, że odpowiednie urządzenia, mogą zrobić nasze ciała o wiele bardziej wydajne, niż są one dzisiaj, że pojedyncza jednostka ATP może być produkowana przez dziesiątą częsć pokarmu, jaka jest potrzebna do tego dzisiaj. Może pożywienie przestanie być naszym największym grzechem, może pęd do wiedzy, albo sama wiedza stanie na tym miejscu. Za zmianami w ludziach jako istotach, podążą zmiany w kształtowaniu przestrzeni, w kształtowaniu wnętrz. O ile już dzisiaj możemy obserwować, że wszystkie przestrzenie w jakich przebywamy są tak bardzo ‘czyste’, klaustrofobicznie hermetyczne, wręcz technologiczne, to stan ten pogłębi się w przyszłości. Ludzie, zwłaszcza ludzie żyjący w większych skupiskach, miastach odizolują się całkowicie lub prawie całkowicie od natury. Wnętrza podobnie jak wszystko inne w naszym swiecie staną się czescią produkcji. Miasta zamkną się pod kopułami ograniczającymi dopływ czynników zewnętrznych. Dlaczego? Ponieważ będzie to bardziej ekonomiczne, niż dzisiejsze wyposażanie wszystkich kolejnych budynków w centralne systemu klimatyzacji. W przyszłości ten stan musi ulec zmianie z dwóch zasadniczych powodów, po pierwsze z uwagi na oszczędność energii i produkcje zanieczyszczeń, a po drugie z uwagi na zmianę charakteru ludzi. Im dłużej będzie trwała nasza ‘walka’ z naturą, tym mniej będziemy na nią odporni. I o ile ludzie poza miastami będą mieli czas na deleglowosci (choroby), i zmiany w środowisku, o tyle życie miastach będzie dużo bardziej usystematyzowane i ułożone, zbyt zmechanizowane aby zaakceptować ‘kaprysy natury’. Taka przyszłość musi przynieść przede wszystkim zmiany w naszej mentalności, zmiany w sposobie reagowania na swiat. Przez tysiące lat człowiek był jedynym ze zwierząt, jednym z wielu elementów natury, nie lepszym, ani nie gorszym. Z chwilą jednak kiedy zmienimy się tak bardzo, że nie będziemy już częscią natury, nie będziemy dłużej zdolni do akceptacji jej niecodzienności. Człowiek stając się prawdziwym Panem samego siebie, stanie się również czyms odmiennym od natury, przestanie być już jej czescia, a zacznie być istotą inna – może lepszą, na pewno inną. Ta inność pociągnie za sobą konieczność ustanowienia natury wolną od człowieka, ale przede wszystkim człowieka od natury. Czy oznacza to niechybny zanik, naturalnych przestrzeni na terytoriach człowieka? Być może wlasnie tak, ponieważ aby mógł istnieć postęp, przeszkody na drodze rozwoju muszą być niszczone; problemy rozwiązywane. Technologia stanie się naszą matką. Nie będzie nas interesowało źródło jej pochodzenia, to co będzie dla nas najważniejsze to efekt - postęp.
Medycyna:
Na drugim końcu technologii, w miejscu gdzie inteligencja styka się z ograniczeniami fizycznego ciała człowieka, w miejscu gdzie postęp napotyka atomy swojego stworzenia, stoi medycyna. Nic w całej naszej kulturze, żadna dziedzina społecznego ładu, nie była nigdy tak czczona jak własnie medycyna. To nie bogowie, nie kapłani, nie wielcy naukowcy byli w oczach społeczeństw cudotwórcami. Jedyni których zdania się nie podważało i nie podważa, są lekarze. Ludzie od początków swojego swiadomego życia, najwyższym szacunkiem obdarzali osoby potrafiące leczyć innych. Ze wszystkich uczonych, tylko oni, nie byli zabijani podczas wojen, nie nosili na sobie piętna ludowych buntów. Nie ma znaczenia, czy było to leczenie ziołami, farmaceutykami, czy siłą woli, o ile było skuteczne. Stan owej permanentnej wiary w siłę medycyny ( skądinąd tak ubogiej) utrzymał się właściwie do dzisiaj, a co ważniejsze wydaje się, że nic w tej kwestii się nie zmieni jeszcze przez wiele lat. Moim jednak zdaniem, przyszłość przyniesie wymierną zmianę w tej kwestii. Już niedługo lekarz spadnie ze swojej uprzywilejowanej, nierepresjonowanej pozycji. Może nawet nie tyle lekarz jako zawód, ale lekarz jako osoba mająca prawo wydawać wyroki o życiu i śmierci.
Dzisiejsza medycyna to medycyna inwazyjna. Choć wykorzystujemy coraz nowsze technologie, udoskonalamy urządzenia, to jednak wciąż częściej używamy skalpeli i trucizn niż prawdziwych lekarstw. Wciąż, mimo iż od średniowiecza minęło kilkaset lat, częsciej używa się starannie udokumentowanych, ale mało skutecznych metod, a nie zupełnie innych, nowych jakościowo, na których dokładne zbadanie, wciąż brakuje woli politycznej. Współczesna medycyna nie jest przecież medycyną nauką z prawdziwego zdarzenia. Współczesna medycyna jest tylko bezposrednim rozwinięciem, medycyny XVI wiecznej; krwawej i nieskutecznej. Człowieka kroi się, poddaje zabiegom upuszczania krwi, wycina się całe organy, amputuje kończyny. W szczególnych przypadkach wciąż dokonujemy lobotomii, to jeden z niewielu zabiegów, które potrafimy skutecznie wykonać na ludzkim mózgu. W tym obrazie nie ma przesady, ani poszukiwania niecodzienności. Ludzkie szpitale pełne są koszmarów ludzi skazanych na cierpienia przez brak odpowiedniej wiedzy, wiedzy, która nigdy nie została odnaleziona. Przyszłość medycyny wcale nie jest związana z klonowaniem, jak się powszechnie przyjęło uważać. Klonowanie samo w sobie jest procesem bez żadnej wartości. Jedyna przygoda z klonowaniem może odnosić się do stopnia utrudniania tego zadania w warstwach technicznych. I o ile dzisiaj wciąż nie jesteśmy w stanie poprawnie sklonować człowieka ( a może jesteśmy, tylko o tym nie wiemy ), o tyle w przyszłości nie może to stanowić problemu. Jednak po co klonować ludzi? Przecież samo klonowanie człowieka nie spowoduje narodzin tej samej jednostki. Klonowanie stworzy kopie, ale kopie jedynie fizyczną, a to czym naprawdę jesteśmy, to nasza psychika, bagaż doświadczeń, obrazy z dzieciństwa, bukiet zapachów i wszystko co znamy, a co nas otacza. To te rzeczy, bardziej niż cokolwiek innego odróżniają nas od siebie nawzajem i pozwalają dzielić nas w każdej warstwie. Może jednak wraz z rozwojem tzw. cybernetyki(pojęcie tym czasem nietrendy!) powoli wynaleźć klonowanie psychiki. Może wtedy, przy pomocy niewielkich urządzeń, albo sił, będziemy w stanie dzielić ludzi na szereg klonów, a potem nawet klonów klonów. Bo przecież klonowanie psychiki miało by o wiele poważniejsze zalety, niż klonowanie jedynie ciał fizycznych, nie wartych tych wszystkich wojen, aby się o nie zabijać. Klonowanie psychiki było by tym bardziej sensowne im praktyczniejszy był by taki proces. Co jeżeli przebywanie w wielu miejscach naraz to nie mżonki mistyków, ale codzienność supernaukowców przyszłości, którzy za radą i zazewoleniem władzy pracowali by w laboratoriach złożonych głownie z własnych klonów. Ile zalet może być w takiej pracy, jak wiele do odnalezienia, jak bezstresowa praca, jak twórcza?! Niemożliwe? Oczywiście wszystkie te i podobne technologie, budzą tak wiele kontrowersji, ze względu na niebezpieczeństwo nadużyć, z którymi rodzaj ludzi jest doskonale obeznany. Czym przecież będzie przemysł klonowania, jak nie przemysłem produkcji niewolników, zamienników organów, żołnierzy, darmowych pracowników etc. Ale może, podobnie jak przez wojny i niewolnictwo, rozpowszechnione równie bardzo w starożytności co obecnie, również przez to musi przejść ludzkość w przyszłości. W końcu forma się zmienia, ale sens pozostaje dokładnie taki sam. Ale może to własnie musi się stać, aby w końcu ludzkość doszła do momentu, kiedy jednoznacznie stwierdzimy, że życie jest unikatem, i każde bez względu na pochodzenie musi być chronione.
Przyszłość medycyny to również rozwój nanotechnologii oraz genetyki. Obie te dziedziny musza w przyszłości zdominować leczenie ludzi, a właściwie nie tyle leczenie co stymulowanie. Nanotechnologia zajmie miejsce chirurgii oraz wszystkiego co wiąże się z medycyną ambulatoryjną. Nie musza to być od razu nanoroboty zlepiające rozerwane fragmenty ciał, mogą to być mikrochipy sterujące procesami, lub nanoprzewodniki w miejscach zerwanych połączeń. Genetyka natomiast zajmie miejsce medycyny homeopatycznej oraz pourazowej, terapeutycznej. Pogłębienie wiedzy o organizmie ludzkim, procesach w nim zachodzących, a także rozwój medycyny embrionalnej dadzą możliwości aby medycyna przekształciła się w medycynę prawie całkowicie bezinwazyjną. W przyszłości nasze orgazmy będą poddawane jedynie niewielkim bodźcom chemicznym inicjującym pewne procesy. Im dłużej popatrzymy w przyszłość tym więcej będzie takich procesów. Prawdopodobnie ich gama będzie obejmowała wszystkie znane nam dolegliwości, od cukrzycy, na starzeniu skończywszy. Człowiek przestanie być w końcu związany, ze swoim ciałem fizycznie. Ciało i człowiek rozedją się, podobnie jak ziemia i ludzie. Fizyka nie będzie już przeszkodą na drodze rozwoju, a nieśmiertelność nie będzie zaletą bogów. To czysta praktyka rozwiązań i sprawiedliwość społeczna. Bo przecież czy sprawiedliwe jest, że umieramy równie szybko, bogaci i biedni? To jest sprawiedliwe tylko i wyłącznie z punktu widzenia biednych. Kiedy jest się bogatym, sprawiedliwość wygląda nieco inaczej ( jak sądzę ). Nie to jest jednak najważniejsze. Przecież jeżeli naszym celem nadrzednym jest rozwój, z chwilą kiedy posiądziemy nieśmiertelność lub chociaż diametralnie przedłużymy swoje życia, nasza droga rozwoju będzie nieporównywalnie dłuższa, lepsza(?). Znając odpowiedź na wszystkie dręczące nas choroby, wszystkie będące wynikiem zwykłych mechanicznych błędów w naszych ciałach, które tak łatwo jest usunąć, staniemy się w końcu zdolni osiągnąć nirivane. Nie znaczy to koniecznie, że możemy żyć w nieskończoność, ponieważ niwelując jedne ograniczenia napotkamy kolejne, podobnie jak jest ze wszystkim innym, jednakże uważam, że nie tylko przestaniemy cierpieć z powodu większości znanych nam chorób, ale również długosć naszego życia wydłuży się diametralne, trzy, cztero krotnie, więcej. Niemożliwe (?) Tylko z naszego punktu widzenia, z punktu widzenia człowieka który nie posiadł jeszcze nieśmiertelności. Czy przecież nie smiejemy się ze średniowiecznego dance macabre – hołdu śmierci, zarzucenia doczesnosci? Czy zaraz potem nie przyszło odrodzenie – umiłowanie zycia? Ludzkość opanuje proces starzenia się, a więc w pewien sposób umierania. Ludzie osiągną możliwość kontrolowania swoich żyć i przeżywania ich w sposób jaki się do tej pory nie sniło. I choć człowiek spełni swoje sny o nieśmiertelności to wraz z nimi pojawia się na pewno jeszcze większe kontrasty w ludziach, kontrasty nieporównywalne z dzisiejszymi. Prawdopodobnie wraz z procesem starzenia opanujemy proces odwrotny, a więc odmładzanie. Nie będziemy już wcale musieli zamykać się w wieku na jakim się zatrzymaliśmy, ale będziemy zdolni cofać procesy zachodzące w naszych ciałach. Może to własnie będzie stanowiło sedno problemu. Ponieważ w samym starzeniu, ani jego zwalnianiu, nie ma nic niestosownego, to dzieje się cały czas, nawet obecnie, gdzie jedni ludzie starzeją się szybciej, a inni wolniej. Może prawdziwy problem życia polega na nauczeniu się kontroli na odmładzaniem. Czy to w ogóle możliwie? ..Możliwe, wszystko jest przecież możliwe, jeżeli wiemy jak to zrobić. Kiedy człowiek nie potrafił latać, pojawił się ktos kto był na tyle uparty aby wymysleć sposób na zrobienie tego. Kiedy człowiek nie potrafił pływać, pojawił się ktos, kto był zafascynowany pływaniem. Możliwości człowieka są nieograniczone i całkowicie nieodgadnięte, a jedyną barierą dla ich poznania jesteśmy my sami – ludzie.
Lekarz przyszłości jako zawód zmieni się diametralnie i przybliży bardziej do technologa-inżyniera niż dzisiejszego doktora. Człowiek w większości wypadków będzie wymagał dużo dokładniejszej niż dzisiaj diagnostyki, a dużo mniej, lub w ogóle używania skalpela. Lekarz będzie człowiekiem potrafiącym obsługiwać komputery, superkomputery, sterować nanojednostkowymi diagnostykami lub substancjami, nanonarzedziami. Nie wątpię, że w tym wszystkim pozostanie znikoma ilość lekarzy reanimacyjnych, mających bezposrednią styczność z ofiarami wypadków, szoków, nagłych chorób, jednakże większość działań lekarskich będzie podejmowana w zaciszu superkomputerów, a nie gabinetów pełnych strzykawek.
To co przypuszczalnie będzie stanowiło prawdziwe wyzwanie medycyny przyszłości to przygotowanie człowieka na długowieczność. Nie chodzi bynajmniej o przygotowanie fizyczne, bo jak wierze, do podwyższania swoich możliwości byliśmy przygotowani zawsze. Wydaje mi się jednak, ze miliony lat ewolucji nie przygotowały nas psychicznie, do momentu, kiedy będziemy zdolni żyć, dwiescie lub trzysta lat. Człowiek mający przed sobą taką perspektywę, może mieć problem, aby się z tym zmierzyć. Przecież o ile życie przez dwa pokolenia przesuwa nas w zupełnie nowy swiat, jak bardzo swiat będzie się zmieniał, gdy żyć będziemy kilkanaście pokoleń. Czy istnienie pojęcia rodziny zachowa wtedy jakikolwiek sens? Czy uczucia, jako jedno z ewolucyjnych przystosowań do życia w stadzie, będzie miało sens? Może medycyna przyszłości stanie przed zupełnie innym niż dzisiaj problemem. W swiecie gdzie wszyscy będą długowieczni, ludzie aby umrzeć, będą musieli popełnić samobójstwo. Może to to własnie będzie nowym problemem moralnym. W miejscu dzisiejszych dyskusji o klonowaniu, pojawi się rozmowa o śmierci i sposobie odchodzenia z tego swiata. Może długowieczność nie będzie zaletą, ale wadą, może to ona będzie chorobą, największą jaką odkryjemy. Przecież dzisiaj już wiemy, że śmierć istnieje dlatego, że nie przeciwdziałamy, niepotrafimy przeciwdziałać pewnym procesom. O ile przezwyciężenie tych procesów da nam możliwość kontrolowania naszego wieku, o tyle zabierze pewną wygodę umierania jaką mamy dzisiaj. Wszyscy wiemy dokładnie, że większość z nas umrze miedzy 60 a 100 rokiem życia z powodów naturalnych ( o ile nie nastąpi to wczesniej z powodu jakiegos wypadku) . I wcale nie jest takie pewne, ze wszyscy chcemy dożyć, własnie stu lat, kiedy to na wpół slepi, głusi i ledwo się poruszający, będziemy prawie pozbawieni świadomości. Może kiedy nastąpi moment naszej długowiecznosci, zdamy sobie sprawę, że najpiękniejszym z wyborów jakie możemy dokonać w życiu, jest wlasnie wybór momentu śmierci. Nikt przecież nie powiedział, że musimy żyć wiecznie, że chcemy żyć wiecznie. Dzisiaj kiedy nie mamy takiej możliwości, zastanawiamy się nad tym jak bardzo jest to cudowne. Nie wiemy jednak co mówilibysmy mając taka możliwosć… co powiemy w przyszłości.
Stawiając generalna wizje przyszłości medycny widział bym niebywałe jej zbliżenie z technologią. W przyszłości może nawet pojawić się więcej technologii w nauce leczenia, niż samego procesu leczenia. Lekarze nie będą wyglądać jak lekarze, a szpitale, nie będą budynkami masowych tortur. Prawdopodobnie rozwój nauki, poszerzanie naszej wiedzy i możliwości technologicznych pozwoli na całkowite zaniechanie pewnych praktyk medycznych, jak choćby chirurgii. O ile praktyczniejsza była by ingerencja nanorobotów, lub stymulatorów pojedynczych atomów.
Filozofia:
Filozofia jest bodajże najstarszą obok sztuki, dziedziną życia człowieka w której potrafił osiągnąć wszystko jedynie dzięki plastcznosci i otwartości swojego umysłu (bez pomocy jakichkolwiek zewnętrznych technologii). Historia filozofii ludzkosci to przede wszystkim historia idywidualnosci, historia wybitnych jednostek wybiegających umysłami dalej niż inni, otwartych na nowe idee, potrafiących przekazać niecodzienne, ambitne mysli, tak aby stały się atrakcyjne dla wszystkich, aby poruszały ludzi do pracy nad sobą. Przez cała historię swiata, od momentu kiedy zbudowaliśmy pierwsze miasto, aby się w nim osiedlić, aż do wczoraj, kiedy wynaleźliśmy maszynę parową, filozofia, filozofowie, byli, obok kapłanów, ludźmi wyznaczającymi drogi życia. Owi ludzie postawieni zostali na piedestale ludzkości, w nagrodę za fakt, że w każdych czasach potrafili szukać alternatyw prowadzących do rozwoju, do nowych rzeczywistości. Niezależnie czy byli to Arystotelesi, Chrystusowie, czy Newtonowie, wszyscy oni stali się drogowskazami swoich czasach, latarniami jakości mysli. Problem jest jednakże nieco inny; problemem jest to, że, o ile filozofowie przeżyli swoje życia wytyczając drogi, o tyle nie możemy być pewni czy owe drogi, czy drogi poszukiwania którymi ludzkość została prowadzona, nie okazały się fałszywymi drogami, filozoficzną pustką. Można zadać sobie pytanie, na podstawie, tego gdzie jesteśmy obecnie, czy jesteśmy w stanie znaleźć odpowiedź na przyszłość. Czy te cztery tysiące lat ludzkich starań mają szansę urodzić jeszcze jedno dziecko, cos nowego, cos co pociągnie współczesność ku przyszłości, przyszłości jednak innej niż ta przemawiająca językiem współczesnej głupoty?
Mógłbym powiedzieć, że wszystkie filozofie od czasów Chrystusa, czyli od dwóch tysięcy lat, opierały się na korzeniu prawdy mówiącym o nieuchronnym końcu. Ostatnie dwa tysiące lat ludzkości to codzienność zawieszona, między początkiem swiata, który nastąpił w bliżej nieznanym momencie i jego końcem, czekającym nas już za chwile. Wszystkie, lub prawie wszystkie z tych filozofii były i wciąż są związane z rozwojem religii. Każda z postaw moralnych kreowanych przez filozofów żyjących po Chrystusie, niezależnie jakiekolwiek byli wiary ( chrześcijanie, muzułmanie czy buddyści ) była tak samo nastawiona na odrzucenie doczesnego życia, i powolne oczekiwanie końca swiata. Każda bodajże z religii na swiecie już przynajmniej raz ogłaszała lub prawie ogłaszała swoim wiernym, że koniec jest bliski. Zresztą nie robili tego wyłącznie kapłani. Ludzie swieccy, tz. ateiści, równie chętnie posługują się tym terminem. Im jednak służy do dokładnie odwrotnego celu niż przywódcom religijnym. Dla ateistów jest groźbą pozwalającą w spokoju przeżywac codzienność, nie myśleć o Bogu. Nie można generalizować, ale nie da się nie zauważyć, że również większość ze współczesnych religio-filozofii bazuje na negowaniu życia i promowaniu śmierci (tzw. życia wiecznego). Pomijając fakt, czy te twierdzenia są słuszne czy nie, zagłębiając się w którąkolwiek z nich można łatwo stwierdzić, że koniec jest bliski. Tak własnie było przez ostatnie dwa tysiące lat. Jedynym chyba momentem nieco odmiennego podejścia do swiata i do filozofii, jest okres renesansu we Włoszech, mam na mysli Florencję. To bodajże jedyny czas prawdziwie nowoczesnego myslenia we wszystkich dziedzinach życia społecznego w ciągu owych dwóch tysięcy lat. Jest to czas kiedy na człowieka zdołano spojrzeć w sposób pozytywny ( nie negujący codzienności ), a jego życie pokazać jako pasmo osiągnięć, a nie pasmo wydarzeń nieuchronnie prowadzących do śmierci. Co warte zauważenia czas takiego myslenia we Florencji nie trwał przez jedno pokolenie, ale przez około cztery lub pięć kolejnych. Tak więc przyjęcie przez ludzi nowych zasad, innych wartości niż promowane w tamtych czasach życie wieczne i użycie tych wartości w codziennym życiu, w sztuce, w filozofii, w polityce, to osiągnięcie na miarę całych dwóch tysięcy lat rodzenia się naszej zachodniej cywilizacji. Koniec Florencji renesansowej (skazanie Galileusza na karę aresztu domowego) to upadek wolnej mysli. Bo przecież, mimo, że wiedza w owym czasie była już tak daleko posunięta, wiedza nie tylko uczonych, ale decydentów, to jednak Galileusz musiał ostatecznie uklęknąć przed papieżem i odwołać, swoje twierdzenie, że ziemia nie jest srodkiem wszechświata. To może dosć smutne, ale renesansowi we Florencji może dorównać jedynie krótki okres rewolucji przemysłowej w Anglii na przełomie XVIII i XIX wieku. Wtedy również był moment kiedy ludzkość postawiła mysl na miejscu pierwszym, wyżej niż politykę, niż zachcianki codzienności. Wszystkie pozostałe czasy, przez przeszło dwa tysiące lat są czasami krępowania i ubezwłasnowolniania mysli i myślicieli. Te dwa tysiące lat, to czas, kiedy mysl musiała być podporządkowana władzy, i tak zresztą pozostało do dzisiaj. Współczesny swiat nie różni się wiele od swiata na skraju złotego okresu Rzymu. Wielkie mocarstwa dzielą między siebie kawałki swiata, a inne już czekają na to aby podnieść się z kolan. Wiele wynalazków, wiele mogących zrewolucjonizować swiat techniki, czeka na narodzenie, dawno zamknięte w sejfach koncernów naftowcyh. Nic jednak nie wskazuje na to, że w najbliższej przyszłości będą mogły się narodzić. Zresztą nie ma to najmniejszego znaczenia, gdyż technologia rozwija się w tempie zmuszjacym wynalazki do coraz szybszych premier. Bez tego nawet te najbardziej rewolucyjne stają się ideami do szuflady, ideami nigdy nie wykorzystanych możliwości. Ulubioną filozofią współczesności jest kreowanie mody na filozofie. Ludzie dwoją się troją, aby wymysleć jeszcze bardziej prawdopodobną historię nieuchronnego końca ludzkości. Rzesze wiernych czekają w świątyniach szklanych dachów, walcząc zawzięcie o najlepsze widoki, ale koniec wciąż nie przychodzi. W całym tym szumie współczesnosci nie ma nic, co było by prawdziwe, lub poszukiwało jakiekolwiek prawdy. Nie ma nawet nic, co mogłoby się chociaż zbliżać do drogi ku jakiekolwiek prawdzie. Nie ma w nas ani potrzeby życia, ani tym bardziej potrzeby życia mającego sens. Zresztą sens nie wyznacza dzisiaj szczęścia, tak bardzo przez wszystkich poszukiwanego. Od florentczyków, żyjących przeszło pięćset lat temu dzieli nas przepasc umysłowa, jak między wykształconym szympansem a nami. O ile wykształcenie daje nam przewagę w codzienności, o tyle brak chęci, zabija w nasze życia, przeżywane w koszmarach marzeń, o niewiadomo już nawet czym. We współczesnym człowiek nie ma potrzeby poszukiwania, a bez tej potrzeby nie jesteśmy już ludźmi; chociaż może własnie teraz jesteśmy ludźmi..? Jednakże współczesność nie jest celem ostatecznym naszej filozoficznej ewolucji. Współczesność jest o tyle banalna, że jest bierna, jest momentem oczekiwania, chwilą filozoficznego wytchnienia, zresztą najwyraźniej bardzo ludzkości potrzebną. Mówi się oczywiście, że to koniec filozofii, koniec nowych religii. Koniec nowych mysli, ponieważ wszystko już zostało wymyslone. Jest to jednak czysta krótkowzroczność i głupota ludzi, którzy nie znają historii i nie chcą dostrzec tego, że człowiek potrzebuje wyższego celu w życiu – pragnienia życia, poszukiwania jakości, Boga. Jest to ta sama krótkowzroczność, która promuje głupotę i codziennosć jako sposób na życie. A twierdzenie, że nic nie da się zrobić wydaje się przy tym dziecinnie smieszne - siła ludzkiego umysłu jest nieograniczona.
Dzisiaj, jest według mnie, szczególnym miejscem w historii swiata. Nie jest to jedynie moment kiedy religie przestały być ważne w życiu człowieka, kiedy nastąpiło odejście od wiary w boga jakotakiego, ale również, a może co nawet ważniejsze, nastąpiło zanegowanie wszystkiego, nie tylko wszystkich wartości, ale również wszystkich świętości. Stoimy dzisiaj przed pytaniem ‘ Dokąd zmierzamy i w co wierzymy?’ ale nie zadajemy sobie tego pytania. Już nie wierzymy w sens zadawania pytań. Dzisiaj chcemy się bawić, chcemy niepamiętać, chcemy być tacy jacy jesteśmy – wilkami jeżeli urodziliśmy się wilkami, owcami, jeżeli urodziliśmy się owcami. Nie chcemy być równi wobec siebie, nie chcemy być nienaturalni. Chcemy zabijać jeżeli mamy ochotę i robimy to. Okazaliśmy się dziećmi Rzymu, choć tak bardzo pragnęliśmy mieć greckie umysły. Choć przez tak wiele lat uczono nas, że nauka jest najważniejsza, my dzisiaj nie chcemy się uczyć, nie chcemy się doskonalić. I nie chcemy również doskonalić innych. Wiedza podobnie jak jakość jest przez nas chroniona, choć sami nie mamy ochoty z niej korzystać. Jednakże dzisiaj to tylko chwila, może kilka, może kilkadziesiąt lat. Kolejne pokolenia już nie będą wierzyły w brak wiary, kolejne pokolenia otrzymają nową wiarę. Czy narodzi się ona na bazie istniejących wierzeń ? Nie sądzę. Uważam, że jesteśmy w przede dniu narodzin nowej, zupełniej nowej i innej niż dotychczas religii. Może będzie to miało związek z odkryciem innego zycia w kosmosie, poza naszą planetą, może będzie to miało związek z narodzinami nowego Mesjasza. A może narodzi się spontanicznie w wyniku nowej wojny, która w żadnym wypadku nie zabije tak wielu z nas jak nam się wmawia. Jakkolwiek owa religio-filozofia miała by powstać, skupi się ona wokół spraw do tej pory pomijanych. Nowa wiara skupi się na człowieku, ale człowieku jako istocie w realnym swiecie, na tym, na czym nigdy nie skupiała się żadna religia, ani filozofia. Nowa wiara będzie zaprzeczeniem ostatnich dwóch tysięcy lat, przypowieści o niebie, piekle i człowieku żyjącym na ziemi za karę. Nowa wiara zajmie się istotą człowieka, tym kim rzeczywiście jest; nie jego czynami. Ponieważ do tej pory najważniejsze były czyny człowieka, wydarzenia którym się poddaje i moralne ocena dobra i zła tych czynów. W tym wszystkim postać człowieka ginęła i bladła. W przyszłości będzie inaczej. To człowiek jako istota stanie na ołtarzu religii. To człowiek, jego postać, mysli i możliwości staną się centrum uwagi. Nowa religia ukonstytuuje to co będzie się działo wokół nas na ulicach przyszłości, wszystkie zmiany jakie zajdą w technologii, jakie pojawią się w medycynie. Nowa wiara ukonstytuuje również długowieczność, czyniąc z niej normalność, a nie cechę bogów.
Filozofia przyszłości musi być filozofia pozytywną, podobną do filozofii starożytnej Grecji, bądź nawet wczensiejszych, bardziej pierwotnych wierzeń ludzi. Musi opierać się na kształtowaniu potrzeby jakości i ulepszania człowieka jako istoty, samego siebie, negując jednoczesnie postawy bierności wobec swiata. Nowa filozofia/religia, nie będzie rozgraniczała działań na dobre czy złe, będzie jednak wyraźnie mówiła o tych, którzy działają oraz o tych którzy są bierni. Działanie, a wiec kształtowanie siebie i swiata wokół siebie, będzie największą wartością, celem i dążeniem przyszłych pokoleń.. Bierność stanie się cechą negatywna, coraz bardziej piętnowaną tak przez ludzi, jak również systemy. Wydaje się, że mimo iż rozwijanie jakości poszczególnych jednostek społeczeństwa, nie leży w interesie władzy, która o wiele lepiej panuje nad społeczeństwami ludzi głupich, to jednak procesu podążania ku samorozwojowi nie da się uniknąć. Czas życia w cieniu śmierci i strachu przed nią, musi się w końcu skończyć. Kiedy to nastąpi, ludzie zauważą w końcu siebie samych jako istoty rozumne, niezależne od bogów i innych ludzi – wolne. Czas niewolników, wciąż jeszcze obecny i prawdopodobnie obecny również w najbliższej przyszłości, tryumfujący w swiecie barbarzyńców, musi minąć. Miejsce strachu zajmie wolność prawdziwa, wolność człowieka jako istoty niezależnej. Pojawi się nowa jakość życia, nowa jakość myslenia. To będzie to co można określić mianem czasu braterstwa ludzi.
Przyszłosć filozofii to przede wszystkim wyzwolenie się od cienia negatywizmu. Nie chodzi jedynie o współczesne negacyjne wzorce patrzenia na rzeczywistosc, poszukiwanie innych metaforycznych rzeczywistości, kodów czy znaków historycznych będących przepowiedniami końca. Ten wszechogarniający negatywizm to dwa tysiące lat historii; książek, mistrzów i uczniów. Negacja to dorobek uczniów wszystkich ziemskich Mesjaszy i wcieleń bogów, ale także samych ludzi nieustannie szukających powodów aby się bać, albo aby straszyć innych. Ta codzienność strachu zacznie mijać w niedalekiej przyszłości. Rozpocznie się nowa era ludzi, Drugi Renesans, czas budowania nowych mysli, czas myslenia. Faktycznym bodźcem dla filozofii stanie się niewątpliwie, od dawna prorokowany rozwój, postęp. Nie sam jednak postęp jest w tym najważniejszy. Współczesnie rozwój, zwłaszcza kiedy nazywa się go technologicznym wielokrotnie jest negowany. Dzieje się tak mimo faktu, że ludzkość jest na rozwój nieuchronnie skazana, choćby przecież przez samą definicję człowieka jako istoty uczącej się. Ludzkość stoi przed poważną zmianą w postrzeganiu swiata i jego rozwoju, zmianą, która z jednej strony będzie wymuszona przez rozwój, a z drugiej sama się stanie przyczyną gwałtownych zmian. Człowiek ostatecznie będzie musiał zaakceptować rozwój jako naturalny. Zmiany, jakie nastąpiły i nastąpią na ziemi, zmiany dużo poważniejsze niż jesteśmy sobie dzisiaj wyobrazić, zostaną ukonstytuowane jako naturalna pochodna rozwoju, jako droga ewolucji, nie tylko człowieka, ale również planety z którą jest związany. Akceptacja będzie miała formę arbitralną i całkowitą. Tym samym zakończy się okres negacji, a rozpocznie okres tworzenia. To jest przyszłość filozofii, przyszłość zapisana w naszych genach.
Sztuka:
Mniej wiecej w tym samym miejscu co religia jest sztuka. W przypadku jednak sztuki, nie można nawet powiedzieć że jest to jakakolwiek poczekalnia; jest to samo dno. Bezpośrednim wynikiem tego stanu jest dwieście poprzednich lat, podczas których artyści, począwszy od końca XVIII wieku z dumą odkrywali w swoich dziełach radosc negacji, radosc destrukcji. O ile początkowo negacja przyjmowana była przez społeczeństwa wrogo lub obojętnie o tyle z czasem stała się bardziej pożądana niż same dzieła. W bezpośrednim efekcie nastąpiła wspóczesnosc, gdzie mianem sztuki okresla się wszystko to co neguje jakies wartości. Nie ma przy tym żadnej konkretnej miary jakości sztuki samej w sobie. Sztukę mierzy się przede wszystkim echem skandalu jaki wywołuje. Jeżeli cos nie wywołuje skandalu, nie może być nazywane sztuką. Przyszłość będzie musiała to zmienić, ponieważ aby sztuka mogła przetrwać, będzie musiała w końcu cos stworzyć. Obecna sztuka, jej poziom i wartosci na które zwraca uwagę, nie może dać ludziom nic, co było by warte zainteresowania, choćby dlatego, że współczesna sztuka nic nie tworzy. Współczesna sztuka, o ile o takiej można w ogóle mówić, obliczona jest na zysk finansowy budowany negatywną, bądź (dużo rzadziej, prawie nigdy) pozytywną reklamą. Poza tym innej sztuki nie ma. To co jednak obserwujemy dzisiaj nie następuje po raz pierwszy w historii. Nie jest to jedynie przypadek, ani wynikowa tego co działo się wczesniej. Podobny stan, poziom, sztuka prezentowała około roku 0 n.e., czyli w czasie, kiedy mocarstwo Rzym było w momencie największego rozkwitu. To nikt inny jak własnie Rzymianie wyprowadzili sztukę Grecką na piedestał antycznego swiata. To również nikt inny jak własnie Rzymianie, nie spowodowali komercjalizacji i upolitycznienia sztuki. Za sprawą wielu mechanizmów, bardzo podobnych do mechanizmów rządzących współczesnością, w tamtym czasie, ludzie przestali zajmować się wartościowaniem rzeczy, jako lepsze i gorsze, a zaczęli przykładać wagę to jakości komercyjnej owych rzeczy; dobre jeżeli się sprzedają, nie dobre, jeśli nie. Te rzymskie dzieła, które przetrwały próbę czasu, budowle, malunki, teksty, są marną jeżeli nie tandetną namiastką swojego pierwowzoru, majestatycznej sztuki greckiej. Dzieła Rzymu, choć tworzone z rozmachem i jakościowo nienaganne, same w sobie nie niosą nic więcej niż pustkę czasów z których pochodzą, są bezwartościowe z punktu widzenia nowatorstwa lub estetyki, tak samo jak sztuka dzisiejsza. Tym bardziej zresztą ta ostatnia wydaje się oddalona od swojego sedna, a mianowicie procesu tworzenia; sztuka współczesna to sztuka przetwarzania, powielania, niszczenia wszystkich wzorców, jakości i historycznych wykrzykników. Poprzez sztukę możemy rozumieć w tym momencie to wszystko co było nazywane sztuką wczesniej: literaturę, poezje, architekturę i malarstwo. Każda z tych dyscyplin ma we współczenosci niezliczona ilość ikon uwydatniających jej marność i podatność na tak zwane trendy (polityczne lub niepolityczne).
Trudno powiedzieć, kiedy nastąpi odrodzenie. Czy będzie to dzisiaj, czy może dopiero za jakis czas. Nie można tego zrobić, bo odrodzenie sztuki jest związane bezpośrednio z odrodzeniem filozofii lub bardzo szybkim skokiem technologicznym. Dlaczego odrodzenie? Ponieważ sztuka, aby przetrwać musi w końcu cos stworzyć. W historii nieustannie następują po sobie okresy twórcze i okresy destrukcji. Być może tym razem, jest o tyle inaczej, że destrukcja sięgnęła szczytu i zniszczyła wszystko co człowiek kiedykolwiek stworzył, zniszczyła człowieka – swojego twórcę. Czy akt samobójczy stał się już elementem muzealnym? Jeszcze nie? Z pewnością w końcu się stanie. Im bardziej jednak spadniemy na dół tym większe i bardziej twórcze będzie nadciągające odrodzenie. Przyszłość sztuki w tym względzie musi leżeć jednak w eksploracji filozofii, religii lub nadciągających, nieznanych nam technologii. Skoro to co zostało stworzone wczesniej zostało wysmiane, zniszczone i zanegowane, to tym bardziej musimy stworzyć cos nowego, jakościowo innego nie znanego nam wczesniej i związanego z wydarzeniami, które dopiero są przed nami. To stwierdzenie z jednej strony jest truizmem, z którym żaden filozof nie będzie w stanie dyskutować, ponieważ nie ma o czym. Z drugiej jednak strony coraz mniej jest filozofów, a coraz więcej fantastonaukowców. Zaczynając od stwierdzeń, że ‘wszystko już było’, a kończąc na historyjkach ‘że nas tak naprawdę nie ma’ żyjemy w codzienności, gdzie truzimy nie są tak oczywiste jak mogło by się zdawać. Nadzieja na przyszłość pokładana w odrodzeniu, widziana z perspektywy codzienności negującej samą siebie, wydaje się marzeniem idealisty. Gdyby przecież patrzeć na dzisiejszy swiat, z jego jedynie perspektywy, przyszłość będzie należała do destrukcji kompletnej, a nie odrodzenia. Mając jednak szanse spojrzeć na historię jako na sinusoidalny wykres średniowiecz i odrodzeń, łatwo spostrzeżemy, że nadchodzi czas wielkiego odrodzenia. A jako, zniszczyliśmy wszelkie poprzednie normy, wierzenia i jakości, muszą powstać nowe… lepsze.
Człowiek jako istota potrzebuje procesu tworzenia w swoim otoczeniu. Nawet zbliżeni do maszyn, nie odstąpimy od możliwości dowolnego wyrażania swoich mysli, czy to za pomocą znanych już technik czy zupełnie nowych, manipulacji obrazem, albo nawet fragmentami sztucznych rzeczywistości. Potrzeba tworzenia sztuki jako takiej, jest wpisana w genotyp człowieka. Jest to forma rozwoju. Nie może więc zginąć na fali destkrucji, ale musi ciągle transformować, tak sposób jej tworzenia jak również jej tresc. Takie własnie piękno można odnaleźć w sztuce renesansowej. Ten krótki okres w dziejach nowożytnej cywilizacji charakteryzuje się niespotykaną wczesniej ani później swoboda wyrażania mysli, właściwie kultem ich wyrażania. Mysl w renesansie, na krótko, otrzymała społeczne przyzwolenie, aby być całkowicie wolną i móc kreować swiat bez barier. Należy tylko żałować, że zdarzyło się to w czasach, kiedy tak nie wiele osób miało szanse się rozwinąć. Należy również żałować, że człowiek nie jest istotą mogącą żyć w wolności. Myslę, że swiat przyszłości niesie w sobie pewne niespodzianki. W swiecie przyszłości, przeciwnie niż jest teraz, artysta będzie kims więcej niż menadżerem swojej twórczosci. W związku z technologizacją człowieczeństwa, hybrydyzacją z maszynami, ludzkość postawi artystów i poszukiwaczy nowych srodków wyrazu, na równi z kapłanami. Społeczeństwo zobaczy artystów jako ludzi wyzwolonych z codzienności, bez trosk i zmartwień, ale także bez możliwości zcalenia się z postępem. Artyści przyszłości dużo bardziej niż miało to miejsce wczesniej różni będą od ogółu społeczeństwa. Nie tyle przez formę swojej pracy, ale bardziej przez formę swojego życia. Może podobnie jak matematycy będą mieli osobne szkoły, uniwersytety, zajęcia. Może życie artystów podobnie jak wszystkich innych poddane zostanie rygorom społeczeństwa postępu. Może również i oni, podobnie jak wszyscy inni staną się gatunkiem profesjonalistów, ludźmi przyszłości. To co jednak widzieliśmy już wczesniej, jak choćby w eksperymentach socjalizmów to fakt, że prawdziwego artysty, tego jedynego zawodu na swiecie, nie można sobie wyhodować. Ani szkoły, ani uniwersytety, ani tym bardziej podręczniki sztuki, nie stworzyły ani jednego twórcy doskonałego – geniusza sztuki. Tacy ludzie, podobnie jak wszyscy inni geniusze rodzili się spontanicznie i tworzyli spontanicznie, ponad miarę czasów w których żyli. Tym bardziej wartościowi będą w przyszłości. Im większy postęp będzie następował, im więcej zmian, tym umysły ponadczasowe, potrafiące odrzucić codzienność będą bardziej zauważalne i cenione. Myslę, że przyszłość sztuki to poszukiwanie Boga, eksploracja tematu, który dzisiaj praktycznie przestał istnieć ( głownie z powodu negacji wzorców). Prawdopodobnie temat ten nie będzie miał szansy na zaistnienie jeszcze lata ( jeszcze nie wszystkie świętości zostały obalone). Jednakże odrodzenie, kiedy w końcu nadejdzie zacznie się, bądź dojdzie do tematyki Boga i sensu istnienia.
epilog:
Od kiedy zacząłem myśleć samodzielnie, wciąż myslę. Myslę nad swiatem, który mnie otacza, nad ludźmi których spotykam i nad samym sobą. Moje mysli nie są ani ważniejsze, ani mniej ważne od mysli innych ludzi, lecz mimo to wydają mi się inne, może dlatego, że są moje. Przyszłość o której pisze to przyszłość jaka wyłania się z tego co widze wokół siebie: ulic pełnych ludzi, gazet które muszę czytać, ekranów pełnych różnosci. Przyszłość, która się chętnie promuje to przyszłość samotności człowieka, alienacji w społeczeństwie, całkowitego odarcia z godności i prywatności. Tylko, że ja myslę, że to jest przecież niemożliwe. Internet, globalna sieć informacyjna, przyszłość, to mrzonki dla ludzi, którzy żyją w codzienności – dla nas wszystkich. Wbrew temu czym karmi się ludzi w ekranach głupoty, ludzie nie uciekają masowo z domów aby odkryć nowe swiaty w Internecie (czy gdziekolwiek indziej); ludzie nie porzucają rodzin, dla nieznanych, poznanych wirtualnie partnerów. Ludzie nie robią zakupów w Internecie, ( nie tak jak to jest promowane), oczywiście kupują gadżety, sprzedają gadżety, ale żeby kupić proszek do prania nie włączają googla. Wbrew temu czym jesteśmy karmieni ludzie żyją tak jak żyli zawsze, żyją swoją codzienności, tym, że muszą cos zjesć, isć do pracy i się wyspać. To wszystko co ludzi interesuje; wszystko z poziomu pojedynczej jednostki, ale również z poziomu globalnej cywilizacji. Nawet sex, tak bardzo promowany jako ponoć tak interesujący, dla większości ludzi interesujący jest owszem, ale tylko wtedy kiedy są wypoczęci – czyli bardzo rzadko. I tylko te wszystkie informacje płynące do nas z każdej strony, o naszym zatracaniu seksualności, budzą kolejne salwy smiechu, kiedy konfrontuje to z codziennością. Każdy z nas nie jest i nie będzie w przyszłości bardziej samotny niż był kiedys i niż jest teraz. Przyszłość pod tym względem nie osamotni nas bardziej, ale również nie sprawi, że będziemy mnie samotni. Na swiecie jest tak samo cały czas. Grupy ludzi, niezależnie czy mówimy o ławcach zbieraczach kilkanaście tysięcy lat temu, czy kilka znajomych rodzin będzie żyło tak samo z taką samą dozą nienawiści co przyjaźni. Mimo wizji przyszłości, gdzie będziemy żyli bez rodzin, bez wartości i bez punktów zaczepienia, zawieszeni w pseudo-rzeczywistosciach, uważam, że to jest utopia, a przyszłość pojedynczego człowieka będzie taka sama jak jest ona obecnie. Tak jak dzisiaj mamy komórki, nie po to by się z ludźmi nie spotykać, ale wasnie po to, aby to robić ( aby się z nimi kontaktować i dawać im do zrozumienia, że na nich czekamy, lub nie ), tak w przyszłości będziemy mieli nowe możliwości, nie po to żeby być samotnymi wyspami. Może w przyszłości tym chętniej będziemy przebywać z innymi, im mniej będziemy musieli pracować.
Człowiek jako istota, tak samo ta w miastach, jak ta poza nimi, jest istotą społeczną i od społeczeństwa zawsze będzie zależny. Mrzonką nieuczonych historyków jest twierdzenie, że kiedys ludzie byli mniej samotni niż teraz. Podobnie zresztą jak w pewnej książce o historii średniowiecza przeczytałem, że w tamtych czasach uczniowie w szkołach mieli naprawdę ‘ciężko’ ponieważ musieli uczyć się fragmentów książek na pamięć. Autor najwyraźniej dawał upust swojej fantazji roztaczając wizję złego nauczyciela każącego rózgą uczniów za fakt, że nie zapamiętali fragmentu tekstu, oceniając jednoczesnie jak bardzo zły był ten model w porównaniu do modelu współczesnego. Trzeba powiedzieć, że był w tym dosć przekonywujący, zapominając jedynie o czasie kiedy sam, kilkanaście lat wczesniej i kilkaset po czasie który opisywał, dokładnie tak samo był karany przez nauczyciela, za nieuczenie się fragmentów książek na pamięć. Widząc historię, tak tę przeszłą jak i przyszłą, z takiej perspektywy nie mogę wyzbyć się napadów smiechu, słuchając lub czytając o przyszłości ludzi skazanych na samotność w sieci. Bo przecież wychodzę na ulice i widzę, matki i ojców, dzieci i dzieci które mają dzieci, będące tak codzienne, tak zwyczajne i tak namacalne, że trudno mi uwierzyć, że jakakolwiek sieć istnieje, a w dodatku ma połknąć nas wszystkich jak paczkę orzeszków. I gdzie ta owiana złą sławą samotność, kiedy większość ludzi spotykających się w sieci, lub za pomocą telefonów to ludzie znający się na codzień? Gdzie ta samotność przyszłości, kiedy wszystko co najchętniej poszukuje się w sieci to informacje o znajomych z całkowicie rzeczywistej codzienności? Czy to paradoks czy artefakt, powtarzany jak manrta z uwagi na swoją medialność?
Przyszłość cywilizacji, przyszłość ludzkości, z wielu względów wydaje mi się przyszłoscią pozytywną, rozwiniętą na ulepszaniu siebie, nas istot, a nie, jak to się kreuje dzisiaj ( z powodu umysłowego lenistwa) ulepszaniu jedynie przestrzeni. Mimo wielu czynników, mogących świadczyć, za faktem, że swiat zmierza ku rzeczywistosci worków chipsów lezących przed krystalicznymi ekranami, ja twierdzę, że przyszłość to rzeczywistość silnie wyedukowanych, rywalizujących ze sobą, ale bratersko usposobionych istot, być może nawet jednopłciowych. ( o ileż wtedy wszystko było by prostsze, o ile bardziej pro-postępowe ?! niemożliwe ?!). Postęp i jego historia nie jest napisana krwią jak się można przekonać, mylnie i pobieżnie analizując historię ludzkości. Postęp to nauka wyboru, korekty między liberalną mniejszością gotową dać ludziom bezgraniczną wolność, a konserwatywną większością pragnącą zabijać w imię niedopuszczenia do wolności. Człowiek jako globalny organizm, działa w taki sam sposób jak każda jego pojedyncza częsć składowa, wybiera rozwiązania pośrednie, hamując stany gorączkowe.
Największą zaletą współczesności, jest umiejętnosć swiadomego patrzenia wstecz, w historię. Największą wadą współczenosci jest możliwość swiadomego patrzenia wstecz w historię. To nie jest paradoks, to rzeczywistość w której żyjemy. Wybory, których dokonujemy dzisiaj, to wybory już dokonane; wczesniej; nie raz. Nie patrząc wstecz, narażamy się, że popełnimy podobne błędy, jednakże przyglądając się uważnie przeszłości, dojdziemy do wzniosu, że wybory już dokonane, również były błędami. Nic co zostało zrobione na swiecie, nic w całej jego ludzkiej historii, nie było ani dobre, ani sensowne. Społeczeństwa, pragnące pokoju i dobroci ginęły w ogniu barbarzyńców. Społeczeństwa barbarzyńców rozpadały się jednak zaraz potem, albo zjadane przez innych barbarzyńców, albo przez własnych obywateli. W tym wszystkim po raz kolejny doszliśmy do momentu w którym stwierdzamy, że postęp jest najważniejszym celem człowieka, jedynym jaki przynosi wymierne korzyści. Korzyści?.. tak kolejny postęp, spirale postępu. Maszyna nauki musi się kręcić abyśmy my mogli żyć, abyśmy mieli sens do życia. Co jednak będzie dalej? Czy zginiemy, jak Grecy pod naporem Rzymian? A może sami jesteśmy jak Rzymianie? Ewoluowaliśmy.. A może zostaniemy utopieni niczym atlantydzi? Czy może przetrwamy potop korygując się do poziomu w którym przetrwanie będzie możliwe? Czy człowiek może przestać istnieć, tak w ogóle jako gatunek??
Tekst, który pisze nie dotyczy kolejnych pięciu czy piętnastu lat. Zmiany, które zachodzą na swiecie, nawet te dramatycznie szybkie są zmianami długofalowymi mającymi swoje początki w jednych czasach, a kończącymi się winnych. Jako człowiek zainteresowany jestem tym jak zmieni się swiat w ciągu trzystu, pięciuset, a może nawet dwóch tysięcy lat. Kim będziemy? Jak będzie wyglądała codzienność? Czy cywilizacja zachodu przetrwa? To o czym pisze to procesy, które widzę w bliżej nie określonej przyszłości. Naturalnie jedne mogą zacząć się już za kilka lat, inne, mogą nie nadejść jeszcze przez wiele stuleci. Celem jednak tego tekstu nie jest określanie prawdopodobieństwa, ale rozwój mojej wyobraźni, a przy okazji zupełnie wolna wizja tego, jak zmieni się swiat. Jest to rozprawa nad tym, że musi się zmienić. Taka wizja to otwarty, niewiadomy, ale fascynujący temat. O tyle bardziej fascynujący, że nie będę miał szansy na zobaczenie tego czy mam racje. Z drugiej strony fakt czy ją będę miał, jest również nic nie znaczącym pyłem, choćby dlatego, że przyszłość nadejdzie bez względu na to.
Radosław Zubrycki 2007
Tekst jest oryginalnym dziełem autora. Prawa autorskie i majątkowe zastrzeżone. Wszelkie publikacje, całości lub fragmentów bez konsultacji z autorem będą traktowane jako naruszenie praw autorskich i majątkowych.
_______________________________________________________________________________
Tekst jest oryginalnym dziełem. Prawa autorskie i majątkowe zastrzeżone. Wszelkie publikacje jedynie po konsultacjach z autorem. rad_zubr@yahoo.com www.radoslawzubrycki.com www.cattonii.com 2007 |