|
Tekst jest oryginalnym dziełem. Prawa autorskie i majątkowe zastrzeżone. Wszelkie publikacje jedynie po konsultacjach z autorem. rad_zubr@yahoo.com www.radoslawzubrycki.com .www.blackwhitearchitecture.com
autor: Radoslaw Zubrycki – architekt, poeta, pisarz
[ Tekst opublikowany bez korekty edytorskiej ]
Komentarz do filmu FTA z Wyprawy na Kube. Pazdziernik 2005
--
110 tysięcy km2 powierzchni oddalonych od Europy o około 8000 tysięcy kilometrów, dwanaście milionów kubańczyków, lato przez osiem miesięcy w roku, sezon huraganów przez trzy, a także narodowy socjalizm, szczątki Che Gewary i żyjący pomnik rewolucji Fidel Castro. Trzynastu architektów, wybrało się na wyprawe aby to zobaczyć na własne oczy.
--
Nasza wycieczka zaczyna się od poznania historii miasta. To właśnie historia, obfitująca w hiszpańską dominacje, piratów, niewolnictwo i bogactwo plantacji tytoniu stworzyły Kubę. Wyspa a zwłaszcza Havana, założona 500 lat temu były centralnym punktem Karaibów. Transporty złota, niewolników, rumu i egzotycznych zwierząt przez stulecia wędrowały szlakami do Europy. Przez stulecia również, miasto, najbogatsze w regionie, było niezliczoną ilość razy atakowane, z podobną częstotliwością tak przez piratów, jak regularne armie.
Patrząc na perspektywę współczesnej Havany, mimo że dni świetności minęły, nie sposób nie dostrzec śladów kolonialnego przepychu. Skala fortów miejskich, pozostałości murów obronnych i niezliczona ilość mosiężnych armat, używanych dzisiaj w większości jako słupki parkingowe, są wciąż żywym obrazem bogactwa.
--
W Havanie nie trudno być turystą. Kolonialne, częściowo odremontowane centrum jest niewielkie. Kilka skrzyżowanych, na ogół wąskich ulic, nie pozwala się zgubić. Co kilkanaście metrów spotkać można muzyków grających na ulicy. W większości są to kapele wynajęte przez restauracje mające zachęcać do wejścia.
--
Havana jest miastem wyjątkowo wyrazistym. Kolonialne centrum, żywo kontrastuje z nowoczesną Moderną. Miasto pulsuje tysiącem barw i dźwięków, w jednym miejscu karząc się przeciskać wąskimi uliczkami, w innym swobodnie poruszając się szeroką promenadą.
Obraz Havany pełen jest sprzedawców cygar, ulicznych muzyków, rykszarzy. Rzeczywistość wpycha się do świadomości na wszelkie możliwe sposoby. Przytłacza nie tylko tłum miejscowych, ale również powietrze, które podobnie jak wszystko na Kubie wydaje się być zatrzymane gdzieś w czasach rewolucji.
--
Ludność Kuby to mieszanka ras ludzkich ze wszystkich zakątków świata. W równym stopniu we krwi obecnych kubańczyków płynie krew Indian, Afro-amerykanów, europejczyków a także ludzi z dalekiego wschodu. Nie można się dziwić, że ulice pełne są najróżniejszych typów ludzkich, a każdy w równym stopniu zasługuje na miano mieszkańca KUBY.
--
Miasto obserwowane od wewnątrz pełne jest ulicznego zgiełku, muzyki, leniwego tłumu kubańczyków. Havana choć duża, nie wydaje się być metropolią. Wszystko toczy się wolno, swobodnie jakby ugięte pod ciężarem dusznego powietrza.
Turyści których odróżnia od miejscowych biała aparycja, nieświadomie padają ofiarami leniwej atmosfery. Już po kilku godzinach toczą się swobodnym spacerowym krokiem podobnie jak miejscowi, spokojnie, bez wyraźnego celu.
--
Havana turystyczna to jednak krótki i nad wyraz fałszywy obraz miasta. To co prawdziwe skrywa się skrzętnie przed oczami turystów. Nie tyle może nawet skrywa się , co raczej turyści nie zawsze chcą to dostrzec.
--
Obraz prawdziwego miasta to obraz namalowany jakby pędzlem zmęczonego życiem artysty. Przyglądając się mu z bliska dostrzeżemy biedę, tymczasowość, brak nadziei. Mimo iż nad brzegiem oceanu, w promieniach karaibskiego słońca, wszystko wydaje się być w zasięgu możliwości człowieka, nie jest to tak jednoznaczne dla pozbawionych swoich szans Kubańczyków. Nieznane tutaj nigdy uczucie wolności odbija się pojmowaniu świata. Wszystko wokół, poza naturą wydaje się stać w miejscu.
--
Świat Kubański widziany oczami architekta, na pierwszy rzut oka, pełen jest tajemniczych impulsów i wrażeń. Poza wszechogarniającym smrodem ulicy, który chwilami zwalnia percepcje zmuszając do ucieczki, każdy fragment zachęca do artystycznej eksploracji. Ciemne otchłanie drzwi i okien za kratami, opadające z wysokich ścian resztki tynku czy balkony uczepione niejednokrotnie jedynie szkieletów, przyciągają niczym zaklęte formy życia. Każda ciekawa, każda inna, każda żywa i prawdziwa.
--
Po pierwszym jednak oczarowaniu, trwającym niespełna kilka godzin, czar pryska. Z żalem odkrywany, że to nie magia tych miejsc sprawia tak inspirujący obraz, ale fakt, że jest to rzeczywistość. Inspiracja transformuje w zmęczenie. Czarujące zaułki już nie przyciągają; dużo częściej wzbudzając instynkt ucieczki. Umysł Architekta wrażliwy na piękno, zaczyna bronić się przed brzydotą. Lecz brzydota jest w tym momencie rzeczywistością. Nie można od niej uciec.
--
Ten monotonny kubański obraz to przede wszystkim ulica. Ulica która pełni wszystkie role: jest ciagiem komunikacyjnym, traktem handlowym, przestrzenią rekreacyjną. Miesza się tutaj czarna masa kubańczyków, szara struktura na wpół zawalonych domów i szeroka gama kolorowych pojazdów. Wszystkie te elementy, mimo iż zmieszane zachowują indywidualną wyrazistość
--
Naturalnie pośród tego czego zobaczenia można by uniknąc, są też rzeczy ciekawe. Obraz samochodów na Kubie, znany jest doskonale na całym swiecie. Amerykańskie krążkowniki szos, w lepszym czy gorszym stanie przyciągają nasze oczy magią pięćdziesięciu lat historii. Tym ciekawsza jest to historia, że wciąż służy jako teraźniejszość.
--
Czasem aby znaleźć coś ciekawego do jedzenia trzeba zaufać miejscowym przewodnikom, czasem wystarczy usiąść w pierwszej napotkanej restauracji. Mimo pewnych obaw przed egzotyczną kuchnia, nie należy się jednak bać. Na Kubie, głównie z powodu izolacji wyspy jedzenie jest dość ujednolicone, żeby nie powiedzieć monotonne.
Bez problemu dostaniemy spaghetti choć częściej spotkamy drób, wieprzowinę czy owoce morza. Mimo zadziwiająco wysokich cen, które są podobne do tych w europie zachodniej, warto czasem dać ponieść się fantazji. I choć fantazja kubańskich kucharzy sprowadza się jedynie do kilku podstawowych dań, to egzotyczne otoczenie zwykle poprawia smak.
--
Czasem warto udać się do jednej z wielu specjalnych restauracji, głeboko ukrytych w willowych dzielnicach Havany. Dostaniemy tam posiłek nieco droższy niż w centrum, ale z pewnością nie będziemy żałować intersujących przeżyć. Godziny spędzone w oderwaniu od hałasów miasta w kameralnym otoczeniu okażą się warte swojej ceny. Niejednokrotnie zadziwi nas klimat latynoskiego przepychu. Nie powinniśmy się jednak spodziewać jakiś różnic w menu, będąc w takich miejscach, możemy być jednak pewni, że forma podania i smak będą o wiele lepsze.
--
Gdy jednak uda nam się przełamać bariery kulturowe, możemy spróbowac tego czym żywią się zwyczajni kubańczycy. Niemalże na każdym rogu spotkamy małe punkty gastronomiczne serwujące lokalny rodzaj pizzy, kanapki z wieprzowiną czy oryginalne kubańskie naleśniki. Podobnie jak na całym swiecie, taki posiłek najlepiej smakuje bezpośrednio po przyrządzeniu.
--
Opuszczamy tymczasem Havane. Jedziemy na prowincje. Następny przystanek Trynidad.
--
Trynidad to miasto położone 250 km na południe od Havany. To turystyczne miasteczko przez wieki nic nie straciło ze swego uroku. Położone między górami a morzem karaibskim jest wprost idealnym miejscem na wakacyjny wypoczynek.
Przechadzając się ulicami trynidadu, nie sposób nie odczuć ducha hiszpańskiej dominacji przez minione wieki. Ulice są wąskie i brukowane. Domy niskie i ciasno położone. Większość z nich ma wewnętrzny dziedziniec, porośnięty bujną zielenią. Życie miasta toczy się wyjatkowo leniwie. Dzien mija spokojnie, a noc obfituje w taniec i zabawę.
--
To co w Havanie jest żadkością, tu, na prowincji wydaje się być normalne. Mimo dużej jednolitości towaru, targ jest miłą odmianą w stosunku do zaopatrzenia sklepów w dużych miastach. Papryka, banany, ziemniaki i oczywiście fasola w każdym kolorze, to większość z oferty miejscowych rolników. Ich towar choć nieco inny od tego który znamy, jest jednak bardzo naturalny. W ciepłym południowym słońcu nie wielkość stanowi bynajmniej atrybut uprawianych warzyw i owoców.
--
Kuba wydaje się być dość jednolita na całym obszarze. Podobne wioski i miasteczka napotkamy w każdym zakątku kraju. Czy to z powodu wyspowego położenia, czy uwarunkowań kulturowych regionu wszystko wygląda znajomo, wręcz monotonnie.
Naturalnie na prowincji życie toczy się w swoim własnym, prowincjonalnym tempie. Ludzie wydają się żyć spokojniej niż w Stolicy. Mniejsze jest również zainteresowanie turystami. Już nie na każdym kroku można dostrzec sprzedawcę cygar. Na każdym jednak kroku napotykamy pomniki i miejsca pamieci. Tutaj bardziej niż w mieście widać szacunek do władzy. Tak do tej z czasów wyzwolenia Kuby w XIX w. jak również do tej obecnej, socjalistycznej. Mauzoleum Ernesta Che Gewary, otoczone szczególną czcią, jest tylko jednym z nich.
--
Czasem jednak nawet architekci muszą odpocząć. I choć Kuba ma wiele rzeczy wartych obejrzenia , tym razem postanowiliśmy obejrzeć ocean, dokładniej mówiąc, morze karaibskie.
--
Nie do końca wiadomo czy atak huraganu Wilma być inspirowany przez amerykanów. Jedno jest pewne, huragan przeszedł niedaleko, a w Havanie zastała nas powódź.
--
Żegnamy Kubę z nutką żalu, ale również ulgą. To co dla jednych pozostanie codziennością, dla nas będzie wspomnieniem. Chetnym do odwiedzenia wyspy serdecznie polecamy to miejsce, niekoniecznie jednak w okresie huraganów.
Radosław Żubrycki 2005
Tekst jest oryginalnym dziełem autora. Prawa autorskie i majątkowe zastrzeżone. Wszelkie publikacje, całości lub fragmentów bez konsultacji z autorem będą traktowane jako naruszenie praw autorskich i majątkowych.
_______________________________________________________________________________
Tekst jest oryginalnym dziełem. Prawa autorskie i majątkowe zastrzeżone. Wszelkie publikacje jedynie po konsultacjach z autorem. rad_zubr@yahoo.com www.radoslawzubrycki.com www.cattonii.com 2010 |