Tekst jest oryginalnym dziełem. Prawa autorskie i majątkowe zastrzeżone. Wszelkie publikacje jedynie po konsultacjach z autorem. rad_zubr@yahoo.com  www.radoslawzubrycki.com   .www.blackwhitearchitecture.com

 

autor: Radoslaw Zubrycki – architekt, poeta, pisarz

 

 

[ Tekst opublikowany bez korekty edytorskiej ]

 

 

 

O kulturowej odmienności.

 

Nie mogę pozbyć się ze świadomości pytania o własną tożsamość.  Być może jest to etap przejściowy, który minie za jakiś czas, lub zaowocuje jakimś ponadczasowym wnioskiem, niemniej dzisiaj nie pozwala bezkrytycznie przeżywać rzeczywistości. Czy to za sprawą poczucia obowiązku, czy świadomości dziejowych zmian rodzą się spostrzeżenia na które wcześniej nie zwracałem uwagi. Na  każdym kroku ciśnie się do głowy pytanie ‘ Kim jestem’ – ja, Polak.

 

Przechadzałem się nie tak całkiem dawno po budynku Ulster Museum w Belfaście. Budynek jest świeżo po remoncie, jest również miła i przyjemna obsługa i ,co niewiarygodne , wejście zupełnie za darmo. W jednej z sal na wyższych piętrach trafiłem na ekspozycję związaną z wielokulturowością świata. Przyciemnione, klimatyzowane pomieszczenie. Delikatna mgiełka tajemniczości wśród zdjęć dzikich twarzy. Dreszczyk emocji i zaskoczenie. Obok drewnianych, potężnych łodzi z okolic Sumatry czy wysp Tonga, znalazłem ekspozycję .. Polski ! Powiem szczerze, że trochę mnie zamurowało. Niewielka gablota, postawiona w ciemnym narożniku sali, pewnie nie zwróciła by mojej uwagi, gdyby nie jedna butelka, tak dobrze znanego Żywca oraz druga Wyborowej. W pierwszej chwili – Szok. W drugiej – ukojenie. Pierwsze pytanie ‘ Czy prawda o Polsce jest aż tak oczywista ‘. Pierwsza odpowiedź ‘ Tak. Prawda o Polsce jest aż tak oczywista’, choć prawdę mówiąc nie do końca chciałbym aby taką była. Wciąż jednak nie mogąc nacieszyć oczu, zacząłem baczniej przyglądać się gablocie. Oto czego można się dowiedzieć o Polsce z muzealnej wystawy w Belfaście: po pierwsze w Polsce żyją ludzie, którzy nie mogą obejść się bez piwa i wódki; po drugie, być może dlatego, że tyle piją, ubierają się w zabawne kolorowe stroje – stroje łowickie; po trzecie być może to, że tyle piją i ubierają kolorowe stroje wynika z faktu, że potrzebują się trochę rozweselić, ponieważ większość czasu spędzają na cmentarzach wśród zmarłych przyjaciół ( sugeruje to znicz – fragment ekspozycji ! ). Tak więc dla wszystkich zainteresowanych polska gablota we Muzeum w Belfaście składa się z następujących elementów: butelki Żywca, butelki Wyborowej, znicza, albumu o zespole Mazowsze i, chyba, zdjęcia papieża ( polskiego ). Jeżeli sarkastyczny ton daje poczucie lekkości wydarzenia, to obcowanie z takimi fantami w realu wzbudza pobudza do depresji. Już ledwo sklecone z trzciny i bambusa łodzie dzikich plemion wyglądały bardziej wesoło niż ekspozycja 40 milionowego kraju we wschodnim centrum europy. Zresztą nie chodziło tylko o wesołość czy depresyjność. Wydaje się, że Polska ma na swoich kartach historii wydarzenia i osobowości bardziej eksportowe niż znicze cmentarne.

 

Pogrążony w zadumie zwiedziłem dokładnie salę wielokulturowości. Obejrzałem dwudziestoosobowe łodzie, twarze dzikusów, zdjęcia indiańskich wiosek i afrykańskie maski. Ale za każdym razem, zupełnie mimochodem, głowa i tak wracała do ekspozycji tego tajemniczego kraju trzeciego świata – Polski. Nie wiem czy więcej w tym przekory, czy perwersyjności. Spacerując już trochę później, po pozostałych salach, próbowałem ułożyć sobie wszystkie fakty odpowiednio w głowie.  Początkowo miałem przemożną potrzebę aby znaleźć wytłumaczenie, dlaczego nasza narodowa ekspozycja została zakwalifikowana do części w której znajdowały się głównie dzikie afrykańskie i polinezyjskie kraje. Po mimo otwartości umysłu nie znalazłem racjonalnego powodu. Ba ciężko znaleźć nawet powód nieracjonalny. Cóż, po dłuższej chwili namysłu stwierdziłem, że być może w Ulster Museum pracuje jakiś polak, który na pytanie kolegów z pracy, ‘Dlaczego wyjechałeś z Polski’ odpowiedział rozżalony: ‘ Bo ten kraj jest sto lat za murzynami’. A jego koledzy, Irlandczycy, wzięli to stwierdzenie , po prostu,  dosłownie; co akurat nie powinno nikogo zdziwić. Taki tok rozumowania tłumaczył by i fakt umieszczenia nas w dziale ‘ trzeci świat’ i schowania ekspozycji w najciemniejszym narożniku sali. Oczywiście produkty wskazane na ekspozycji mógłby również pochodzić z rad owego polaka, niewykluczone, że człowieka w depresji po wyjeździe z kraju. Inna wersja zdarzeń mogła być również taka, ze osoba przygotowująca wystawę pomyliła Polskę z Polinezją, a nie mając pojęcia ani o jednym ani o drugim kraju dokonała mix-u miejsca, oraz mitów i faktów, posiłkowanych informacjami z wikipedii. Lub, co może jeszcze bardziej prawdopodobne, choć nieracjonalne, to sytuacja, w której owa wystawa jest pokłosiem jakiegoś prezentu od polskiego stowarzyszenia dla lokalnych władz. Irlandzki polityk, przeglądając kurtuazyjny prezent od polskiej mniejszości, mógł nie zrozumieć przeznaczenia przedmiotów, które dostał ( np. znicz ), stąd w szczerej dobroduszności przekazał je właśnie do Muzeum. Muzeum natomiast nie mając wystarczająco eksponatów z trzeciego świata, postanowiło wykorzystać otrzymany prezent i stworzyć ekspozycję opowiadającą o jednej z wielu mniejszości zamieszkujących Belfast. Prawdopodobne? Mało. Mówiąc innymi słowami ciężko to wszystko racjonalnie wytłumaczyć.

 

Jeżeli jednak pominąć fakt skąd w ogóle pomysł na taką ekspozycję, pojawia się pytanie czy musiałaby ona wyglądać  właśnie w taki sposób. Czy Polska jako kraj, jest rzeczywiście krajem rozżalonych pijaków-megalnomanów, nie mających gustu ani za grosz?

 

Dla kontrastu wyobraziłem sobie stereotypową wystawę Niemiec – sąsiadów Polski. Po pierwsze znajdowała by się w centralnym punkcie holu wejściowego w części przeznaczonej dla działu ‘Najnowsze Osiągnięcia Techniki na świecie’. We wnętrzu przezroczystej gabloty można by podziwiać kilkadziesiąt wypolerowanych modeli Audi, BMW, Mini i Mercedesa. Wszystko to na tle zdjęć Love Parade i Octoberfest, gdzie tysiące kolorowych, uśmiechniętych i pijanych ludzi dobrze się bawi ( bez żalu i mordobicia ). Poza tym na takiej wystawie musiałaby się z pewnością pojawić mapa sieci Niemieckich autostrad z informacją, że wszystkie one są jak najbardziej darmowe. Do tego może zdjęcia nowoczesnych, energooszczędnych budynków w centrach niemieckich miast i widoki pól zasianych prądotwórczymi wiatrakami, które można zobaczyć od Cottbus przy granicy z Polską do  Baden-Baden przy granicy z Francją.

 

Mimo najszczerszych chęci po powrocie do domu nie udało się nie wpaść w depresję. Starając się znaleźć środek zaradczy poszedłem kupić piwo. Na moje nieszczęście okazało się, że Żywca już nie importują, bo dla emigrantów jest za drogi, a lokalni nie są zainteresowani. Zawiedziony tym faktem kupiłem Heinekena i wróciłem do domu leczyć się z depresji.

 

        

Radosław Żubrycki 2010

 

 

 

Tekst jest oryginalnym dziełem autora. Prawa autorskie i majątkowe zastrzeżone.

Wszelkie publikacje, całości lub fragmentów  bez konsultacji z autorem będą

traktowane jako naruszenie praw autorskich i majątkowych.

 

_______________________________________________________________________________

 

 

 

 

Tekst jest oryginalnym dziełem. Prawa autorskie i majątkowe zastrzeżone. Wszelkie publikacje jedynie po konsultacjach z autorem. rad_zubr@yahoo.com  www.radoslawzubrycki.com   www.cattonii.com   2010