Tekst jest oryginalnym dziełem. Prawa autorskie i majątkowe zastrzeżone. Wszelkie publikacje jedynie po konsultacjach z autorem. rad_zubr@yahoo.com  www.radoslawzubrycki.com   .www.blackwhitearchitecture.com

 

autor: Radoslaw Zubrycki – architekt, poeta, pisarz

 

 

[ Tekst opublikowany bez korekty edytorskiej ]

 

 

 

‘ Czy natura może być architekturą? ‘

 

 

‘ Islandia ‘

 

 

Podczas studiów miałem profesora który na jednym z wykładów zadał nam pytanie ‘Czy przyroda może być architekturą?’ Banalność odpowiedzi była dla mnie wtedy porażająca. ‘Naturalnie, że nie!’ –odpowiedziałem bez zastanowienia. ‘Bo za architekturę możemy uważać jedynie obiekty pojawiające się ze świadomością ich tworzenia. Drzewo nie może być architekturą, góra nie może być architekturą, nawet ruiny nie mogą być architektura, gdyż ich powstanie nie było aktem świadomego tworzenia.’ Tak odpowiedziałem, pełen wiary we własne zdanie, utkwił mi jednak w pamięci brak komentarza ze strony profesora i jego delikatny, lekko cyniczny uśmiech.

 

Całe to zdarzenie miało miejsce kilka lat temu, a podczas tego czasu moje zdanie na te sprawy nie zmieniło się za bardzo; potem jednak pojechałem na Islandie.

 

         Islandia jest miejscem szczególnym. Nie tylko z powodu tego, ze jest to najdalej na północ wysunięty obszar europy. Jest to również wciąż aktywna wulkanicznie wyspa, miejsce występowania gorących źródeł i ciepłych południowoamerykańskich prądów morskich. Ale przede wszystkim, mimo obecności człowieka, nie wiele się tutaj zmieniło przez ostatnie 20 milionów lat.

Na Islandii wszystko jest w pewnym sensie tymczasowe. Trudno to określić, ale przebywając na wyspie, ma się dziwne wrażenie, ze nic nie trwa wiecznie. Tak tymczasowość objawia się pośrednio we wszelkiej działalności. Tak roślinność, zwierzęta jak ludzie, nie budują trwałych struktur. Nie ma tam nic czego nie dało by się odbudować w kilka chwil. Nie rosną wielkie drzewa, nie ma stad dzikich zwierząt. A mimo iż Islandia znana jest i zamieszkana przez człowieka od 8 w.n.e to nigdy nie powstały tutaj wielkie miasta, gotyckie katedry, barokowe bazyliki czy modernistyczne wieżowce. Mimo, że ludzie byli zawsze zainteresowani mieszkaniem na tym końcu starego świata, nigdy jednak nie osiedlili się tutaj naprawdę. Zmienna pogoda, izolacja czy wybuchy wulkanów, niszczące wszystko przynajmniej dwa razy w nowożytnej historii, sprawiły, że człowiek jest na tej wyspie na chwile, bardziej niż gdzie indziej. Rezultatem tego jest dziewiczy, nienaruszony krajobraz.

 

         Współczesna Islandia to dwa kontrastujące ze sobą obrazy. Jeden to dynamicznie rozwijające się miasto. To Reykjavik. Drugi to pustka poza nim.

Miasto jest ludzkim sercem wyspy, które właśnie stara się odrobić tysiącletnie opóźnienie względem europy. Reykjavik, mimo iż wciąż niewielki,  bardzo intensywnie się rozwija. Ze wszech miar zasługuje on na zobaczenie. Niesamowita harmonia architektury, ludzka skala otoczenia, przyjazny porządek ulic sprawiają, że warto jest odwiedzić to miejsce. Trzeba to zrobić choćby po to, aby mieć skalę porównania do bałaganu większości europejskich miast.

 

         Jednak to co naprawdę warte jest zobaczenia na Islandii jest poza miastem. Poza Reykjavikiem otwiera się 100 tyś. km2 Niczego. To Nic ma jednak wartość większą niż wszystko inne. Nic jest piękne, majestatyczne, ponadczasowe i zupełnie nie da się go opisać. Islandia pełna jest magnetyzującej pustki, tak że człowiek zatrzymuje się co 15 minut aby zrobić zdjęcia. Potem przeglądając zdjęcia, ciężko dość do wniosku, co się chciało pokazać na każdym z nich. Większość z nich to zdjęcia pustki - krajobrazu. Żeby jednak zrozumieć piękno Islandii, trzeba się tam po prostu udać. Jedyną, natomiast możliwą formą zabrania tego obrazu ze sobą jest zapamiętanie go. Zdjęcia są niestety zbyt ograniczone w formie..

 

         Podążając wzdłuż brzegu morza po południowej stronie wsypy zdałem sobie sprawę z ironiczności pytania ‘ Czy natura może być architektura?’ Ironiczność tego pytania polegała na prostym fakcie, którego nie zauważamy. Otóż we wszystkim co robimy dążymy do naśladowania natury. Z tej prostej przyczyny to co stworzone przez naturę, zawsze będzie ostatecznym wynikiem naszych działań w ewolucji. Choć ten stan, nigdy nie zostanie osiągnięty, gdyż jest przypuszczalnie dalej niż przetrwanie ludzkości to jednak nie da się ukryć tej podświadomej drogi.

 

Nie można tego lepiej zaobserwować nigdzie indziej niż na Islandii. W otoczonych szumem współczesności miastach, nie można rozróżnić codzienności od postępu. Tu jednak stojąc, otoczony trzystu kilometrami zastygłej lawy, łatwo dostrzegam jak architekci mkną w swoich wizjach ku naturze. Ciekawostką nie jest przy tym fakt, że cos takiego się dzieje, lecz to, ze dzieje się najprawdopodobniej zupełnie nieświadomie.

 

         Wiele osób, tworzy projekty będąc nieskazitelnie przekonana o niepowtarzalności i oryginalności. Wiele osób mających możliwość tworzenia zaawansowanych wizji, nazywa je futurystycznymi. Tymczasem wystarczy wyjechać 50km od Reykjaviku aby zobaczyć skały dużo bardziej zaawansowane pod względem formy niż najbardziej zaawansowane budynki Franka Geherego. Na drugim końcu wsypy, w górach, z łatwością znajdziemy lepsze ‘przyłady technologizmu’, który stworzyła natura, niż najlepsze projekty biura Foster&Partners. A patrząc na krater wulkanu na północy z przykrością stwierdzimy, ze Alianz Arena Herzoga&De Merona  jest tylko dziecinną formą, a nie futurystyczną architekturą. Czy jednak stać nas na wniosek, że my nie tworzymy, a jedynie przetwarzamy archetypy naszej ewolucji?

 

         Naturalnie to daleko idące uproszczenie stawiać znak równości pomiędzy tym co stworzyła natura a wytworami człowieka. Nie da się tego zrobić choćby z powodu tego, że człowiek jest częścią natury i jako taka część zawsze będzie traktowany. Niech jednak przycichną nieco głosy piewców pochwał na rzecz współczesności. Jadąc na Islandie można obejrzeć dzieła o tysiące lat bardziej zaawansowane w formie i treści niż współczesność.

 

Znawcy wyspy, których jest mimo pozorów bardzo wielu, mówią, ze nie da się zobaczyć wszystkiego na Islandii za jednym razem. Całkowicie się z tym zgadzam, dodając, że w czasie naszego wyjazdu był właśnie pierwszy dzień lata, drogi natomiast w głąb wyspy nie były odśnieżone. Niezależnie jednak czy wyspę chce się zobaczyć latem czy późnym latem, kiedy jest podobno najpiękniej, Islandie należy mieć na swojej mapie podróży obowiązkowo. 

 

 

          

Radosław Żubrycki 2006

 

 

 

Tekst jest oryginalnym dziełem autora. Prawa autorskie i majątkowe zastrzeżone.

Wszelkie publikacje, całości lub fragmentów  bez konsultacji z autorem będą

traktowane jako naruszenie praw autorskich i majątkowych.

 

_______________________________________________________________________________

 

 

 

 

Tekst jest oryginalnym dziełem. Prawa autorskie i majątkowe zastrzeżone. Wszelkie publikacje jedynie po konsultacjach z autorem. rad_zubr@yahoo.com  www.radoslawzubrycki.com   www.cattonii.com   2010