Tekst jest oryginalnym dziełem. Prawa autorskie i majątkowe zastrzeżone. Wszelkie publikacje jedynie po konsultacjach z autorem. rad_zubr@yahoo.com  www.radoslawzubrycki.com   .www.blackwhitearchitecture.com

 

autor: Radoslaw Zubrycki – architekt, poeta, pisarz

 

 

[ Tekst opublikowany bez korekty edytorskiej ]

 

 

 

Architektura Wysp – Dziedzictwo – Irlandia Północna

 

 

Pojecie ochrony dziedzictwa było bardzo głęboko eksplorowane przez ostatnie kilkadziesiąt lat. Szczególnie lata szesćdziesiąte i siedemdziesiąte były czasem wielkich idei w tej kwestii; teorii i praktyki. Tak w Polsce jak również w całej Europie znaleziono całą kategorię obiektów, grup obiektów, czy nawet miast, które stanowią niezaprzeczalną wartość samą w sobie.

 

To jednak nie przeszłe kilkadziesiąt lat jest tak ważne, ale współczesność, która wiele, z owych intelektualnych dokonań, postawiła pod znakiem zapytania. Od przynajmniej kilkunastu lat można zaobserwować tendencje jak w zamieszkałych przez człowieka terenach następuje wyraźny odwrót od promowania zabytków. Może nawet nie tyle od samych zabytków, co od idących za nimi obostrzeń konserwatorskich i estetycznych. Co rusz, w samych centrach wartościowych krajobrazów powstają różnego rodzaju ‘wydarzenia architektoniczne’. O ile sam trend do przełamywania barier jest w pewnym stopniu zgodny z parciem na rozwój, to niejednokrotnie srodki użyte w tym celu wydają się temu zaprzeczać.

Choć przez ostatnie kilkadziesiąt lat tak wiele mówiło się i robiło w kwestii ochrony fragmentów krajobrazu, tak tego naturalnego, jak tego ludzkiego, miast, wsi, tak obecnie robi się wiele aby dokonania poprzednich dwóch pokoleń w pewien sposób zakłócić.

 

Czy jest to pogoń za coraz ‘dziwniejszymi’ formami budynków, czy projektowanie turystycznych atrakcji obliczonych na zysk, to warto zauważyć, że tendencja ta jest odwrotnością sposobu myslenia  sprzed zaledwie kilkunastu lat. Ochrona jako taka staje się wrogiem rozwoju, albo przeszkodą we właściwym użytkowaniu tkanki architektonicznej. Urzędnicy miejscy, decydenci zachęcani przez młodych, rządnych sławy architektów wyrażają przychylne opinie otwierające drogi do budowy pomników na czesć kreatywności i wyobraźni. O ile nie można nazywać tego procesu złym lub niepotrzebnych, to jednak trudno się w tym doszukać prawdziwej zdrowo-rozsądkowej logiki.

 

          Tematowi dziedzictwa i ochrony poswięca się całkiem sporo czasu w procesie kształcenia architektów. Chociaż samo pojęcie nigdy podczas studiów nie zostało do końca zdefiniowane, a każdy rozumie je, w sobie właściwy sposób, istnienie dziedzictwa i potrzeba jego ochrony jest dla wszystkich jasne. W Europie, mającej za sobą przynajmniej tysiąc lat swiadomego pielęgnowania historii, wykształcony architekt ma wewnętrzny instynkt dostrzegania wartości w rzeczach noszących na sobie piętno czasu. Przez dziedzictwo można najprościej rozumieć wszystko to co składa się na obraz znanego nam swiata i jego wartości: architektura, krajobraz, codzienność życia.  Jednakże przykłady pielęgnowania dziedzictwa, jego ochrony, ratowania czy reaktywacji, jakie się podaje, dla przykładu w Polsce, nie odzwierciedlają tego tematu w sposób ani (wg mnie) własciwy, ani całościowy.

 

Ukazanie tego problemu najczęściej narzuca słuchaczowi pewną drogę myslenia bez możliwości wyboru. Ochrona ma jeden odcień, który podawany jest młodym architektom w taki sposób aby pytania pojawiły się jedynie o tresc, a nie o sens. Nie miało by się nic przeciw takiemu stanowi rzeczy, gdyby praktyka ochrony dziedzictwa jaką poznałem w Polsce nie była aż diametralnie różna od nauki  jaka otrzymałem na studiach. Szacunek do historii, choc głosny, jest powierzchowny, ochrona wiąże się zwykle z zatrzymaniem użytkowania obiektu, a uznanie za wartość krajobrazu jako całości z architektura, rzadko kiedy ma miejsce. Po za tym co w wielu wypadkach okazało się dla obiektów tragiczne w skutkach, za urzędową decyzją o uznaniu za wartościowe, nie idą absolutnie żadne pieniądze; w związku z czym obiekt zamiast modernizacji przeżywa najczęściej upadek.

Przyglądając się temu problemowi podczas zwiedzania różnych miast, lub czasem uczestnicząc w tym procesie jako czynny architekt, zadałem sobie pytanie ‘ Czy można inaczej?

Szybko okazało się, że można.

Na dowód tego, chciałbym przedstawić podejście do ochrony dziedzictwa z jakim spotkałem się na wyspach brytyjskich. Cokolwiek można o tym sądzić, zgadzając się lub nie, wszyscy powinni pozostać zgodni co do faktu, że wyspy, to szczególne dla zabytków miejsce.

 

 

         W pewnych warunkach wyjazd na ‘koniec swiata’, do egzotycznych, , lub tych praktycznie niedostępnych krajów; odkrycie niecodziennych krajobrazów i poznanie obcych nam kultur, nie musi być bardziej fascynujący do obrazu swiata odległego o zaledwie kilkaset kilometrów, a pod jakimis względami innego.

Czasami, codzienność, choć nie codziennie, staje się dla nas kluczem do wniosków zawierających w sobie esencję długiego czasu obserwacji. I choc w wielu przypadkach taka obserwacja może być zupełnie nieswiadomą formą rejestrowania rzeczywistości, to jednak wartościowość spostrzeżeń, płynąca dla nas samych, daje nam bagaż doświadczeń, który za każdym kolejnym razem pozwoli łatwiej dostrzec unikalne piękno w, na pozór, zwyczajnym otoczeniu. 

 

 

Dziedzictwo – Irlandia Północna

 

         Jeszcze sto lat temu Irlandia, jako całość, była monogamiczną, bardzo wyrównaną pod względem poziomu zacofania wyspą. Stare, czarno-białe zdjęcia szczególnie dobrze obrazują  jednolitość, prostotę jeśli nie prymitywność architektury. Podział Irlandii, a właściwie jej wystąpienie spod panowania Wielkiej Brytanii zapoczątkowało proces podziału. Kraj, w wyniku negocjacji rządku brytyjskiego i Irlandczyków walczących w wolność, został podzielny. Większość wyspy, głównie skaliste, porośnięte niewysoką zielenią tereny południowe stały się Republiką Irlandzką. Niewielki natomiast skrawek terenu na północy został na stałe wpisany jako czesć Zjednoczonego Królestwa. Od tamtego momentu minęło już prawie sto lat, podczas których oba społeczeństwa zrobiły wiele, aby różnice między dwiema częściami wyspy były wyraźnie widoczne. Podróżując dzisiaj przez wyspę Irlandię nie ma wątpliwości że to się udało.

 

Architektura Irlandii Północnej, jeśli w jakims sensie o architekturze możemy mówić, to swoiste połączenie  rozwiniętego systemu różnego typu zapożyczeń, kulturowej tradycji Zjednoczonego Królestwa i rozwiązań typowych, stosowanych nagminnie, można powiedzieć bez umiaru. Północna Irlandia będzie w tym wypadku stanowiła jedno z niewielu miejsc w Europie, gdzie kopiowanie istniejących rozwiązań architektonicznych jest zaletą a nie wadą ( trzeba zauważyć, że dzieje się to współczesnie).

 

I wcale nie chodzi tutaj jedynie o detal architektoniczny czy użycie materiałów. Kopiowaniu, lub jak kto woli zapożyczaniu, podlegają nie tylko poszczególne rozwiązania drzwi okien czy wykończeń, są to niejednokrotnie całe budynki, a niekiedy fragmenty ulic. Nagminne jest stosowanie ‘podobnych’ projektów osiedli mieszkaniowych na całym terenie kraju. Będą to domy, sposób kształtowania zieleni, czy niewielkie centra handlowe. Stosunek tak ludzi jak i również, a może przede wszystkich architektów do takiego sposoby projektowania ( choc zastrzegam, że nie dotyczy to wszystkich projektów jakie wykonuje się w Irlandii Północnej ) jest jak najbardziej pozytywny. Zdziwienie, a może jakis rodzaj rozczarowania budzi się w przyjezdnych z kontynentu, którzy współcześnie nauczeni są dążenia do indywidualności każdego wydarzenia architektonicznego, choc podstawy europejskiej architektury są niczym innym jak naśladownictwem mistrzów.

 

Poza jednak tym, czego nie rozumie człowiek, nie należący drzewem genealogicznym do tego miejsca, jest jednak cos co dostrzega się każdego dnia. W przypadku codzienności w tym małym, wbrew ogólnym przekonaniom bardzo ‘rodzinnym’ kraju, dużo ważniejsza od odmienności pojedynczego człowieka jest jego przynależność do grupy. W przypadku bardziej rozwiniętych historycznie narodowości powiedział bym, że może to być świadomość narodowa; w tym jednak przypadku nie można wyciągać tak dalekich wniosków. Irlandia Północna to kraj mający niespełna 100 lat, a ludzie tu mieszkający to Irlandczycy, choc sami nie zawsze lubią o tym wspominać.

 

Przynależność do grupy, pragnienie tej przynależności, pragnienie utożsamienia się z miejscem posiada wiele kultur na całym swiecie. Pod tym względem nie będzie nas więc dziwił fakt, że jest to cos zupełnie niecodziennego. Waznym jest jednak to, że taką świadomość ciężko w chwili obecnej znaleźć gdziekolwiek w Europie. O ile znajdziemy ją w wystąpieniach polityków, o tyle nie doszukamy się jej nigdzie ani w architekturze, ani w szerokim pojeciu dziedzictwa i jego ochrony, tym bardziej życiu codziennym.  Wbrew wszelkim obiegowym opiniom ani np. Niemcy, ani Francja, ani wiele innych miejsc które podaje się jako przykłady krajów o wysokiej świadomości narodowej nie są nimi w rzeczywistości. Za takie uważam jedynie miejsca, gdzie ludzie, sposób życia i wynikające z tego podejście do architektury i kształtowanie srodowiska będą autentyczne, czyli zakorzenione w codzienności.

 

Pod tym względem w Irlandii Północnej możemy znaleźć niespotykane gdzie indziej bogactwo czegos co w kontekście wspólczesnosci można by nazwać żywymi architektonicznymi skamielinami. To jednak było by dalece krzywdzące stwierdzenie dla krajobrazu pielęgnowanego w tym kraju przez pokolenia. W skład tego krajobrazu wchodzą nie tylko domy, ulice, ruiny bądź nieliczne zamki. W tym krajobrazie równie ważne są drzewa, a właściwie grupy drzew, starannie dobrane i pielęgnowane przez długie lata; krzewy, żywopłoty, pola z charakterystycznymi podziałami, tak samo jak kręte drogi biegnące wzdłuż brzegów oceanu. Wszystkie te elementy, które są wlasnie częścią architektury składają się na Północno Irlandzką codzienność.

 

W tym przypadku najciekawsze jest to, że dzieje się to tak blisko nas, tak blisko naszej codziennej, europejskiej kultury. Ten niewielki kraj pod względem pielęgnowania, autentycznosci i dbałości o kontekst krajobrazu jest na duzo wyższym poziomie rozwoju niż większość krajów na kontynencie. Dzieje się tak mimo zdania, że Europa to ostoja ochrony dziedzictwa. 

 

W Irlandii Połnocnej, podobnie jak w całym Królestwie działa Urząd Planistyczny. Jest to instytucja nadzorująca wszelkie prace budowlane, począwszy od wpisania przyszłego projektu w kontekst otoczenia. Jest to instytucja o tyle ciekawa, że do jej kompetencji należy nie tylko merytoryczne zapoznanie z projektem, ale również, a może w jakims sensie przede wszystkim, ocena projektu pod względem estetycznym. DO kompetencji urzedu będzie w pierwszej fazie należało zapoznanie z położeniem działki pod inwestycje, zbadanie kontekstu w jakim obiekt ma powstac, ocena samego projektu pod względem sposobu kształtowania środowiska życia lub miejsca pracy.

Sama praca Urzędu Planistycznego w Północnej Irlandii może być traktowana w dwojaki sposób. Z jednej strony jest to bariera dla kreatywności architektów, z drugiej jednak strony jest to częsciowo skuteczny filtr zachowania poziomu architektury i krajobrazu w szerszym kontekście. Naturalnie działanie urzędu nie opiera się na jedynie sztywnych np. konserwatorskich wytycznych, ale na zdrowo-rozsądkowym podejściu do każdego projektu i miejsca w jakim ma powstać. W terenach zurbanizowanych dozwolone są niecodzienne, rozwojowe dla architektury projekty, które nie mają szansy zaistnienia w ruralistycznym krajobrazie tuż za miastem. Również odwrotnie, choc jak się zdaje rzadziej, uważa się, aby zbyt ruralistyczne projekty nie trafiały do centrum miast.

 

Kultywowanie dziedzictwa, w Irlandii Północnej, w sensie krajobrazu, dziedzictwa architektury, sposobu życia trwa nieprzerwanie. I o ile ‘stara Europa’ wciąż zamyka kolejne obszary, jako chronione, tutaj na wyspie niczego nie zamyka się jako specjalne, a chroniona wydaje się być jedynie codzienność.

Domy nie są domami nieprzystosowanymi do życia, w imię zachowania oryginalnej niejednokrotnie rozpadającej się cegły, czy braku kanalizacji. Życie codzienne wymusza modernizacje, zmiany i dostosowywanie budynków do potrzeb człowieka. To zarazem pociąga za sobą obrót nieruchmosciami, które kupuje się nie po to, żeby je mieć, ale po to by  je użytkować, mieszkać w nich. Jednakże zmiany technologii nie wymuszają potrzeb zmiany estetyki. O ile Europa jaką poznałem wciąż boryka się z problemem podejscia do technologii traktowania zabytków; albo dziurawić zabytkowe cegły i wprowadzać kanalizacje, albo burzyć wszystko poza fasadą, o tyle w Irlandii Północnej ta kwestia zdaje się być podrzędna w stosunku do innych spraw.

 

         W krajobrazie Irlandii Północnej, w pięknych wpisanych w kontekst życia i pozostałości natury, rezydencjach, domach czy grupach zabudowań nie doszukamy się sladów ekstrawagancji typowej dla Europy. W większości przypadków, gabaryty i materiały pozostały niezmienne od stuleci. Wygląd nadmorskich miasteczek, malowniczych posiadłości, czy niewielkich domów na wzgórzach jest niezmienny w czasie. I w błędzie będzie każdy próbujący się w tym doszukać efektu narzuconej polityki. 

 

Całe piękno autentyczności które można tu spotkać pochodzi od ludzi i ich sposobu postrzegania miejsca swojego życia. To nie urząd planistyczny będzie w tym przypadku odpowiedzialny za wygląd Irlandii Północnej. Zachowywanie dziedzictwa, ochrona wartości krajobrazu jest tu domeną społeczeństwa i potrzeb, a może świadomości tego społeczeństwa. Ponieważ to nie polityka jest obrazem współczesnej Irlandii Północnej, mimo wszystkiemu co może się wydwać patrząc na ten kraj z zewnątrz.

 

Poza Belfastem, stolicą, który przez swoją historię, jest unikatowy sam w sobie, znajdziemy zupełnie autentyczne, historyczne, od lat pielęgnowane miejsca, krajobrazy. Nie są to pojedyncze kwatery w morzu chaosu, jak to ma miejsce na kontynencie. Tu, w Irlandii Północnej uporządkowanie jest permanentne, żeby nie powiedzieć, drażniące. I nie będzie to w żadnym wypadku uporządkowanie podobne do tego co możemy spotkać np. w Bawarii.

Architektura, krajobraz i człowiek są tu harmonijnie wpisane w obraz całości. Żaden z tych elementów nie przytłacza pozostałych, ani nie dominuje. Wydarzeniem jest całośc, a nie pojedyncze elementy. Jest to tak niespotykane, że można tego niezauważyć w poszukiwaniu niecodziennosci.

 

Architektura, zwłaszcza ta w niewielkich miejscowosciach, ciągnących się wzdłuż morza irlandzkiego jest praktycznie taka sama na całym obszarze. Są to najczęściej niewielkie neovictoriańskie, ceglane domy, ustawione rzędami wzdłuż jednej ulicy. W zależności o historii są pokryte tynkiem, lub są to elewacje ceglane. Niewysokie, rzadko przekraczające dwie kondygnacje. Całość składa się na malowniczy, niekiedy wręcz idylliczny krajobraz.

Między miasteczkami natomiast spotkamy równie malownicze i dużo piękniej położone rezydencje, niewielkie dworki. Ich architektura nie odbiega stylem od reszty budownictwa, z tym ze czasami elewacje zrobione są z naturalnego kamienia, co ma między innymi podkreślać zamożność właścicieli.

 

Tego typu krajobraz ciągnący się całymi kilometrami, wzdłuż wybrzeża, lub przez centralne wzgórza, będzie wyjątkowo ‘kłujący oczy’ dla architekta z kontynentu, zwłaszcza dla architekta z dużego miasta. Pierwsze pytanie będzie zawsze odnosiło się do tego, ‘Czy rewolucja modernistyczna ominęła to miejsce?’, kolejne natomiast zabrzmi z pewnoscią ‘ Może Ci ludzie nie wiedzą, że można inaczej?’

 

Z całą świadomością muszę stwierdzić, że ludzie mieszkający w Irlandii Północnej wiedzą dokładnie, że można inaczej, ale po prostu nie chcą. Rewolucja natomiast modernistyczna ich nie tyle ominęła, ale należy zauważyć, że podobnie jak Odrodzenie, dotarła na wyspy raczej jako idea, niż w postaci konkretnych form. Nie znaczy to w żadnym razie, że wszystko w Irlandii Północnej wyglądem przypomina krainę ‘shire’ z powiesci Tolkiena.

 

         To co zwraca uwagę, to sposób tworzenia, kształtowania i przekazywania dziedzictwa. Jest to to na co kładzie się silny nacisk w procesie kształcenia architektów w Polsce, ale co nie przynosi żadnych efektów. Tutaj natomiast to co jest dorobkiem narodu, dorobkiem społeczeństwa, które w swojej historii jest bardzo młode, jest pielęgnowane z wyjatkową dbałoscia i wynika z oddolnej ludzkiej potrzeby, a nie prób wymuszania schematów postępowania na specjalistach.

 

Jeszcze ważniejszy w tym ujęciu będzie fakt, że cały pielęgnowany dorobek jest wciąż żywy. W Irlandii północnej, dziedzictwo to to w czym żyje na co dzień. To unikalne połączenie architektury ze sposobem życia, gdzie jedno wynika z drugiego. Ludzie nie zaprzeczają sami sobie, w imię chwilowych namiętności. Dom nie stanie się wydarzeniem w przestrzeni jedynie dlatego, ze jego właściciel chce być zauważony.

 

To co znajduje w  architekturze Irlandii Północnej to przykład zupełnie odmiennej drogi w kształtowaniu krajobrazu i świadomości ludzi. Nie jest to zamykanie unikatowych fragmentów przestrzeni którym udało się przetrwać, aby przetrwały jeszcze dłużej, ale stworzenie warunków, aby pewne fragmenty stały się unikalne. Potem, kiedy już się staną, nie zamyka się tych przestani, nie izoluje. Krajobraz, jest piękny, bo jest żywy. Domy, tak te starsze jak te nowsze, wspólnie tworzą całośc, która pulsuje życiem. Nowa architektura nie wypiera starej tworząc z zabytków pojedyncze rudery. Miasta nie są podporządkowane pojedynczym zabytkom, ponieważ to zabytki wpisują się w kontekst miast. I chyba jedna z najważniejszych rzeczy,  krajobraz, zieleń nie jest dodatkiem do całości, mniej lub bardziej przypadkowym, ale jest nieodzowną czescia składową, wyrażającą się w ogólnej potrzebie harmonii.

 

         Moje spostrzeżenia można traktować w różnoraki sposób. Wiele osób nie zgodzi się z nimi lub będzie się starało zmniejszyć ich wartość poprzez poszukiwanie przyczyn takiego a nie innego wyglądu Irlandii Północnej, jej niewielki obszar, wpływy W.Brytani, etc. Wiele osób, może nie zgodzić się z samą ideą pielęgnowania krajobrazu, jako procesu wartościowego. Nawet ja sam, nie muszę być zwolennikiem pielęgnowania neovictoriańskiego stylu domów do końca swiata. To wszystko jednak niech nie pozwala zapomnieć, że inność nie może być wartosciowana. To, że ludzie żyją inaczej, nie znaczy, ze żyją gorzej. Fakt, że maja inne poczucie piękna i odmienny stosunek do nowoczesności, współczesności, nie stawia ich dalej w szeregu społeczeństw cywilizowanych.

         W tym przypadku warto zauważyć, że Irlandia Pólnocna jest miejscem wartym zobaczenia i wyciągnięcia pewnych wniosków. O ile estetyka może wydać się nam banalna, naiwna, może nawet niedorozwinięta, o tyle o ochronie dziedzictwa moglibyśmy się wiele nauczyć.

 

 

          

Radosław Żubrycki 2006

 

 

 

Tekst jest oryginalnym dziełem autora. Prawa autorskie i majątkowe zastrzeżone.

Wszelkie publikacje, całości lub fragmentów  bez konsultacji z autorem będą

traktowane jako naruszenie praw autorskich i majątkowych.

 

_______________________________________________________________________________

 

 

 

 

Tekst jest oryginalnym dziełem. Prawa autorskie i majątkowe zastrzeżone. Wszelkie publikacje jedynie po konsultacjach z autorem. rad_zubr@yahoo.com  www.radoslawzubrycki.com   www.cattonii.com   2010