|
Tekst jest oryginalnym dziełem. Prawa autorskie i majątkowe zastrzeżone. Wszelkie publikacje jedynie po konsultacjach z autorem. rad_zubr@yahoo.com www.radoslawzubrycki.com .www.blackwhitearchitecture.com
autor: Radoslaw Zubrycki – architekt, poeta, pisarz
[ Tekst opublikowany bez korekty edytorskiej ] SIERPIEŃ 2010
Subiektywnie o monumentalizmie
Nieczęsto w ostatnich rozstrzygnięciach polskich konkursów zdarza się, aby I miejsce zdobywał projekt tak monumentalny, jak projekt KKM Kozień Architekci na Centrum Obsługi Turystów w Oświęcimiu. A należy powiedzieć wprost, że ten projekt jest monumentalny, tak w detalach, jak w wyrazie całościowym. Czy jest, jak sformowano w komunikacie jury, ‘ lapidarny’, osobiście mam duże wątpliwości, a przynajmniej sam nie użył bym takiego określenia. I choć monumentalność nie stanowi tu w żadnym wypadku wady, to czy wybór jest dobry dla miejsca, jakim jest Muzeum Auschwitz, to zupełnie odmienne pytanie.
Temat architektury monumentalnej przepływa silnym strumieniem przez bastiony architektury akademickiej w Polsce, w szczególności Kraków i Wrocław. Architekci tych wydziałów od lat kontynuują drogi poszukiwania budynków-znaków, traktując architekturę ‘ typowo użytkową - ‘‘niemiecką’, jako coś gorszego. Zresztą temat monumentalności i monumentalizmu architektury przewija się przez cały proces nauki, a jego zwieńczeniem są projekty dyplomowe. Te najważniejsze, wyróżniane, doceniane, to w wielu wypadkach projekty ostentacyjnie minimalistyczne, surowe, tragicznie nienowoczesne, bo spełniające rolę ikon, a nie funkcji. A przecież nowoczesność, współczesność, jak kto woli, to czas, w którym funkcja, a właściwie PR budynku, jest ważniejszy, tak od niego samego, jak również od portfolio twórcy. Warto zauważyć pewien lęk przed realizacją obiektów monumentalnych. O ile są one w polskiej architekturze zauważane i , można zaryzykować stwierdzenie – popularne jako rysunki, o tyle po realizacjach widać raczej mieszczańską potrzebę ugładzania surowej natury rzeczy monumentalnych i ucieczkę do bardziej przaśnych, małomiasteczkowych wariantów.
Wyssany na wydziałach architektury, niczym mleko matki, pęd ku surowości formy buduje młodzieńczą naiwność. To ona zaraz po studiach ściera się z prozą życia, które za nic ma szczytne idee, a kieruje się jedynie szelestem pieniędzy. Młodzi, niejednokrotnie entuzjastycznie przygotowani do wielkich zadań projektowych, architekci, szybko dostają szkołę życia. Lub jak powiedzą praktycy, w końcu uczą się projektować. Z każdym kolejnym rokiem developersko-eklektycznego kieratu, ludzie wyzbywają się wyuczonej minimalistycznej wrażliwości. Ci natomiast, którym uda się zamknąć najlepsze cechy w niedostępnej skorupie, błyszczą raz na jakiś czas pięknem surowej i bezkompromisowej idei. Choć przecież coraz rzadziej. Osobiście przystępując do wspominanego konkursu kierowałem się głównie tematem. Nie ma chyba bardziej wymownego pomnika ludzkiej zbrodni na świecie, niż ten, którym jest Muzeum Auschwitz. Nie ma również chyba lepszego tematu do popisania się ową niecodzienną wrażliwością, nie przystającą w żaden sposób do codziennej pracy projektowej. Wydaje się nawet, że zainteresowanie konkursem ( około 100 zarejestrowanych wniosków ) było poniżej oczekiwań, dla tak arcyciekawego i nietuzinkowego tematu oraz z uwagi na całą tę rzeszę absolwentów Krakowa i Wrocławia.
Wyniki konkursu zaskakują w wielu aspektach. Przede wszystkim niewielki odsetek złożonych prac ( 30/100 ) może sugerować, że temat choć ciekawy wcale nie był łatwy. Po drugie rzuca się w oczy wybór projektu do realizacji. Nie poprzez jego nienaganną formę architektoniczną, ale poprzez charakter tego wyboru. Oto w miejscu, którego sama nazwa, budzi respekt i szacunek, wybiera się projekt, który wnosi pierwotną i nieprzetworzoną monumentalną jakość. To dublowanie wymowy przestrzeni moralnego upodlenia, poprzez budynek-znak budzi skojarzenia z krajobrazami rosyjskich blokowisk – oto w krajobrazie bloków z betonu, również przestrzeń między nimi zostaje zabetonowana. Betonowe są chodniki, ławki, parkingi i kosze na śmieci. Wolne przestrzenie pomiędzy tym wszystkim też się zabetonowuje, jak się zdaje, tak na wszelki wypadek lub w obawie, aby nie burzyły harmonii betonu. Człowieka przykłada się do powierzchni całościowej i skończonej, w której, jest ‘tylko’ i ‘aż’ jedyną żywą materią. I choć z urbanistycznego punktu wyrazu jest w tym żelazna konsekwencja i ideowe piękno, to z punktu widzenia jakości użytkowania, beton pozostawia wiele do życzenia. Podobne, i wcale nie ujmę tego słowem ‘niestety’, skojarzenia budzi wybrany projekt. Z jednej strony mamy miejsce pamięci, tak silne w wyrazie, że praktycznie aż nieznośne. Z drugiej, zamiast tonować otocznie, zmiękczać formy przestrzenne, lub przynajmniej uczłowieczać panoramy, do realizacji wybieramy projekt ostrych, agresywnych i dosadnych epitetów. Zupełnie jakbyśmy chcieli utwierdzić się w przekonaniu, że tak silne miejsce, musi być jeszcze silniejsze. Jakbyśmy chcieli dodać tę zupełnie niepotrzebną ‘kropkę nad i’, jakbyśmy chcieli podkoloryzować kompozycję Mondriana, nie pomni świadomości, że przecież nie o to chodzi. A przecież milczenie nie bez powodu nazywa się złotem. Ciężko jest negować wybory konkursowe, które są przecież niczym innym jak gustami wybierających. Warto jednak wspomnieć inne drogi realizacji monumentalności. Naprawdę duże wrażenie zrobiła na mnie praca WWAA ( bez nagrody ), gdzie mimo bezzasadności brukowania kilku hektarów powierzchni, forma projektu, jej lekkość, lub raczej ulotność tworzy klasę samą w sobie. I wcale nie uciekając się do form innych niż spotykane w naturze, krajobrazowym gestem, praca ta, tworzy ciąg harmonijnych zdarzeń przestrzennych, atrakcyjnych, ciekawych i świeżych.
Równie ciężko negować same założenia konkursowe, w tym monstrualne powierzchnie parkingowe, czy podziemne przejście, rodzące pytania o swoją sensowność w krajobrazie sennego przedmieścia; nie mniej nagrodzone prace nie prezentują w tych tematach zadowalającego poziomu. Uderza przede wszystkim beznadziejnie mało kreatywna forma parkingów. W tak prestiżowej lokalizacji, jaką bezwątpienia jest Muzeum Auschwitz należałoby się pokusić o więcej kreatywności niż kopiowanie supermarketowych zatoczek. Choć może lepiej powiedzieć, że to komisja konkursowa powinna być strażnikiem jakości w tym względzie, tak poszukując rozwiązań unikalnych, jak narzucając zwycięskiej pracy dokładne przemyślenie problemu.
Bez odpowiedzi w tym bardzo ciekawym konkursie pozostało przede wszystkim pytanie o tożsamość przestrzeni. Tak duży teren do zagospodarowania zasługuje nie tylko na wybiórcze, punktowe projekty, ale również na poszukiwanie sensowego pomysłu na konstruowanie całości. Wybrane rozwiązania prezentują w szalenie oszczędny sposób realizację tego postulatu, jeżeli realizują ją w ogóle. W większości wypadków przestrzeń została potraktowana jak we wspomnianym rosyjskim blokowisku - jak pustka między punktami docelowymi. Przestrzeń, panorama, krajobraz – wszystko to pozostało bez zaprojektowanej tożsamości. Czy to może w nadziei, że stworzy ona się sama, czy może w przekonaniu, że pustka to też forma przestrzeni. A przecież światowe przykłady, jak choć Yad Vashem w Jerozolimie wskazują ciekawe drogi do pracy z krajobrazem, jako częścią architektonicznej wypowiedzi. Podobnie jak o tożsamość próżno szukać odpowiedzi ona pytanie o połączenie terenu z miastem – które, jest przecież żywym organizmem, żyjącym każdego dnia w cieniu byłego obozu. Bo przecież należy pamiętać, że Muzeum nie jest odizolowaną wyspą. Muzeum stanowi fragment istniejącego normalnego miasta i odpowiedź na pytanie o połączenie tych dwóch przestrzeni nie wydaje się bezzasadna. Czy jednak jest takie połączenie w prezentowanych pracach, a może powinno, a może nie musi? Może teren obozu powinien być odizolowany od pozostałej części wysokimi drutami kolczastymi, na wzór tego, co było wcześniej? Niech w żadnym wypadku nie zwiedzie nas brak odpowiedzi na te pytania w pracach konkursowych. Ich brak nie oznacza, że nikt tych pytań nie zadał. Brak tych odpowiedzi oznacza tylko tyle, że są na tyle trudne, że odpowiedzi mogą burzyć pozorną atrakcyjność zwycięskiej pracy, podobnie jak zachowaną do dzisiaj karcącą i nieznośną małomiasteczkowość terenów otaczających Muzeum Auschwitz. Sam miałem okazję odwiedzić ten teren w okresie jesiennej pluchy. Ze wszystkich silnych wrażeń najbardziej w pamięć wryła się tragiczna naturalność małomiasteczkowego syfu. Krzywe chodniki, brudne, dziurawe ulice, powybijane przez ciężarówki krawężniki, niepielęgnowana, przypadkowa zieleń, brak kierunkowskazów, zdewastowany dworzec. To obraz zbyt szczery w połączeniu z widokiem ceglanych baraków obozu, zbyt szczery nawet dla architekta. A przecież miejsce to odwiedzają miliony turystów. Czy więc wspomniany brak odpowiedzi na pytania o tożsamość przestrzeni otaczających teren muzeum znaczy, że tak jak jest, tak pozostanie na zawsze?
Wybór nieprzetworzonego monumentalizmu, jako cechy warunkującej ważność monumentalnego miejsca budzi jeszcze jedno ryzyko. W natłoku wielkich architektonicznych form, dość łatwo może zagubić się idea pamięci, jaką bez wątpienia jest Muzeum Auschwitz. Być może podobnie jak w gotyckich katedrach, nieskończenie pnących się w górę, gubi się idea Boga. W końcu człowiek, który jest tak pewny siebie, że buduje tak strzeliste katedry, sam niejako staje się bogiem – stworzycielem i jedynym odbiorcom owych strzelistości. Bo w końcu, po co zmaga się sam ze sobą? Wydaje się, że tylko po to, aby się egzaltować własną zręcznością. Bo czy w Muzeum Auschwitz jest coś bardziej wymownego niż prosta 4m betonowa ściana, pod którą rozstrzeliwano ludzi? Czy Centrum obsługi turystów – miejsce gdzie pije się kawkę i zjada ciasteczka – naprawdę musi wyglądać jak świątynia?.. znak, dublując istniejące miejsca kaźni? Czy przez ten wybór przemawia jakaś forma architektonicznego masochizmu, czy może bardzo pierwotne, dość prowincjonalne podejście do tematu wybierających? Być może rozstrzygnięcia ciekawych architektonicznych konkursów powinny poprzedzać warsztaty o ciekawych miejscach?
Radosław Żubrycki 2010
Tekst jest oryginalnym dziełem autora. Prawa autorskie i majątkowe zastrzeżone. Wszelkie publikacje, całości lub fragmentów bez konsultacji z autorem będą traktowane jako naruszenie praw autorskich i majątkowych.
_______________________________________________________________________________
Tekst jest oryginalnym dziełem. Prawa autorskie i majątkowe zastrzeżone. Wszelkie publikacje jedynie po konsultacjach z autorem. rad_zubr@yahoo.com www.radoslawzubrycki.com www.cattonii.com 2010 |